– – mówi wiceprezes Business Security Agency Mirosław Klepaczewski. Jego firma to gospodarcza wywiadownia opracowująca m.in. procedury bezpieczeństwa dla firm.
Według raportu firmy Euler Hermes i Pracodawców RP z września ubiegłego roku anomią pracowniczą – działaniem pracownika na szkodę przedsiębiorcy – dotkniętych jest aż 78 proc. firm. Ich straty z tego powodu wynoszą ponad 1,7 mld zł rocznie. Klepaczewski zestawia to z inną statystyką: przestępstw gospodarczych. W ubiegłym roku było ich prawie 141,5 tys. – – mówi. Skala strat finansowych też bywa różna. Z praktyki BSA wynika, że mogą się one wahać od kilku tysięcy do nawet 30 mln zł.
Klepaczewski mówi, że na razie jego branża ma właśnie czas żniw. Kryzys zmusza firmy do walki z nadużyciami – stąd popyt na usługi, które oferuje m.in. BSA. Żniwa ma też Euler Hermes, który badał zjawisko anomii pracowniczej nieprzypadkowo. Firma sprzedaje ubezpieczenie od sprzeniewierzenia, które ma chronić pracodawcę przed szkodami związanymi z nadużyciami pracowniczymi. Bartosz Pikuła z TU Euler Hermes mówi, że właściciele firm zdali sobie sprawę, że pracownicy często nie są w stanie pokryć strat, które spowodowali. A skazanie pracownika nie gwarantuje odzyskania utraconych środków. Dlatego w 2012 r. zainteresowanie ubezpieczeniem od sprzeniewierzenia wzrosło trzykrotnie w porównaniu z 2011 r.
Dziedzictwo komunizmu
O tym, że dane z oficjalnych raportów są mocno niedoszacowane, przekonują też psychologowie biznesu, którzy zajmują się anomią pracowniczą. Ich zdaniem problem pracowniczych nadużyć dotyczy nie 78 proc. polskich firm, ale co najmniej 95 proc. A 1,7 mld zł strat, które podaje raport Euler Hermes, to wierzchołek góry lodowej. – – pyta psycholog Mieszko Maj, który zajmuje się diagnozowaniem anomii pracowniczej w firmach i jej eliminowaniem.
Anomia to nie tylko kradzież – choć to nadużycie w firmach występuje najczęściej. To również oszustwo (pracownicy idą np. na lewe zwolnienia lekarskie) czy czyn nieuczciwej konkurencji. Do tego typu przestępstwa dochodzi najczęściej wtedy, gdy pracownik posiadający bazę klientów oraz stały z nimi kontakt zakłada konkurencyjną działalność i przejmuje klientów dawnego pracodawcy.
Ekspertów nie dziwi rozwój „rynku represji” wobec pracowników. Zainwestowanie w jeszcze jeden system monitoringu daje pracodawcy złudne poczucie bezpieczeństwa. – – mówi Mieszko Maj. Jednak psycholog Marek Kosewski, który bada zjawisko anomii pracowniczej od 30 lat, dodaje, że zaostrzanie kontroli to droga donikąd. – – uważa.
Dlaczego zjawisko kradzieży w firmach jest tak powszechne? Marek Kosewski jako pierwszą przyczynę wymienia dziedzictwo komunizmu. Przez 50 lat praca została całkowicie wyprana z jakichkolwiek moralnych znaczeń. – – przekonuje Marek Kosewski.
Upadek komunizmu ćwierć wieku temu niewiele tu zmienia, bo zjawisko dziedziczenia społecznego jest bardzo silne. – – uważa Kosewski. Maj tłumaczy to na przykładzie. – – mówi psycholog.
Dlaczego kradną
Nasi rozmówcy podają całą listę powodów, dla których dochodzi do nadużyć. Kosewski mówi, że pracownik najczęściej ulega okazji, gdy jest na nią wystawiony wraz z grupą. – – tłumaczy. Zagłusza wówczas wyrzuty sumienia, tłumacząc sobie i innym, że jedynie korzysta z nadarzającej się okazji, a nie jest złodziejem.
To działa bardzo prosto: skoro wszyscy wykorzystują bezkarnie telefony służbowe w prywatnych celach, to i ja będę tak robił. Wszyscy drukują prywatne materiały na drukarce i papierze pracodawcy – dlaczego ja miałbym tak nie robić? Moi koledzy w czasie pracy godzinami siedzą na Facebooku, używając służbowego komputera – widać, tak można. A jeśli mają coś do załatwienia, to wychodzą z firmy albo kończą wcześniej – to chyba też nic złego. Służbowymi samochodami jeżdżą na zakupy – to tylko dodatkowy benefit z pracy. Wynoszą materiały biurowe – ale przecież to tylko długopisy.
Według Mieszka Maja w większości przypadków pracownicy nawet nie mają poczucia, że robią źle. – – mówi.
Maj przyznaje, że w badaniach anomii zdarza się, że nawet połowa ankietowanych pracowników wprost przyznaje się do tego, że przywłaszcza mienie pracodawcy. To jego zdaniem dowód na to, że nie traktują oni tego w kategoriach czynu moralnie nagannego. Ale dlaczego ludzie w ogóle zaczynają kraść? Według Maja decydują o tym konkretne powody. Do anomii dojdzie np. wtedy, gdy pracodawca nałoży na pracownika mnóstwo zadań, a nie da mu odpowiednich narzędzi do ich wykonania. – – mówi Maj.
Inny czynnik: szef, który w kontakcie z pracownikami kieruje się zasadą „płacę i wymagam”. Nadużycia pracownicze stają się wówczas formą odwetu. Tak samo, gdy pracodawca obnosi się z bogactwem – kradzież może się stać formą rekompensaty domniemanych krzywd. – – mówi psycholog.
Pracodawcy też winni
Marek Kosewski nie ma wątpliwości: pracodawcy są winni anomii w takim samym stopniu, co pracownicy. W gruncie rzeczy o podwładnych myślą dokładnie w ten sam sposób, co oni: pracownik przychodzi tylko zarobić, nie czuje żadnej więzi z firmą. Do tego jest leniwy i trzeba go gonić do roboty, patrząc mu nieustannie na ręce. Pracodawcy nadal najczęściej w zarządzaniu stosują metodę kija i marchewki, ten archaiczny model sprzed stu lat. – – przekonuje Marek Kosewski.
Na rynku, gdzie dominującą pozycję ma pracodawca, metoda kija i marchewki będzie działać. Naukowiec przekonuje, że da się z ludzi wycisnąć jeszcze więcej, urządzając im wyścig szczurów. – – mówi psycholog.
Polska nie jest tu zresztą żadnym wyjątkiem – to specyfika wszystkich krajów postkomunistycznych. Zdaniem Mieszka Maja pracodawcy są ofiarami, bo przecież też nie wpędzają się w anomię pracowniczą celowo. Po prostu nikt im nie pokazał, jak z tym można skutecznie walczyć innymi metodami niż kontrola. – – tłumaczy Maj. On również uważa, że systemy, w którym ludzi motywuje się jedynie pieniędzmi, sprzyjają kombinowaniu.
Kto kradnie
Bo to, ile się zarabia, nie ma znaczenia. Przekonanie, że kradną ci z najmniejszymi pensjami, to mit. – – opowiada Maj. Firma załatwiła to typowo: żeby nie wywoływać skandalu, umówiła się z nim, że będzie oddawał to, co ukradł, w trakcie okresu wypowiedzenia. Żadnej policji, żadnego prokuratora – złodziejowi okazano miłosierdzie.
– To nie koniec tej historii. Gdy wymieniano sprzęt, odchodzący dyrektor skorzystał z okazji i kupił używane meble od swojego pracodawcy. Ale nie zapłacił, choć warte były 900 zł – mówi Maj. Tym razem pracodawca postanowił wyegzekwować dług przez komornika z wynagrodzenia swojego byłego pracownika pobieranego już w nowym miejscu pracy. Jednak natrafiono na mały problem – były dyrektor finansowy jest teraz kontrolerem w urzędzie skarbowym i zajmuje się sprawdzaniem firm. A ze skarbówką lepiej nie zaczynać.
Gdy do nadużycia dojdzie na wysokim szczeblu w hierarchii firmy, to jest duże prawdopodobieństwo, że pozostali pracownicy też zaczną działać na szkodę pracodawcy. To bardzo mocne usprawiedliwienie dla anomii. – – mówi Mieszko Maj.
Eksperci są w stanie przedstawić mapę ryzyka anomii w firmie – czyli miejsc, w których do nadużyć dochodzi najczęściej. To działy: księgowości, kadr i logistyki. Tam z 80–90-proc. prawdopodobieństwem mogą wystąpić nadużycia. Zawsze spore prawdopodobieństwo anomii będzie występowało w dziale zaopatrzenia czy w sprzedaży bezpośredniej – gdzie występuje obrót gotówką. – – tłumaczy Mirosław Klepaczewski.
Jak to wygląda w praktyce? Klepaczewski ujawnia jeden z przypadków, który wykryła jego firma. W pewnym wydawnictwie pracownik magazynu dogadał się z kurierem, z którego usług korzystała firma. Magazynier kradł książki i sprzedawał je kurierowi. Ten za bramę firmy wywoził je swoim służbowym samochodem z legalną partią transportu. Kradzione książki wprowadzał do obrotu poprzez serwis internetowy za pośrednictwem podstawionych osób.
A jaką odpowiedź na pracowniczą anomię ma prawo? Chroni głównie pracownika, nawet wtedy, gdy szkodzi pracodawcy. Monika Gładoch, radca prawny, mówi, że materialna odpowiedzialność pracownika za wyrządzoną szkodę jest ograniczona. – – mówi Monika Gładoch.
Pozostaje zabezpieczyć się przed nadużyciem. Ale i tu właściciel ma związane ręce. Po pierwsze, na etapie rekrutacji nie może żądać od kandydata wszystkich informacji – nie może np. spytać kogoś, kto stara się o posadę magazyniera, czy był karany. Po drugie, jeśli zamierza kontrolować pracowników, też nie wolno mu robić tego w każdej sytuacji. Jeśli zakłada monitoring, to pracownik musi wiedzieć, że będzie monitorowany. – – mówi Monika Gładoch.
Pracownik musi czuć dumę
Choć system represji się nie sprawdza, a prawo jest bezsilne, to każda firma może z anomią walczyć skutecznie. Należy zacząć od wyrzucenia do kosza schematu organizacyjnego przedsiębiorstwa. Bo ważniejsze od formalnych zależności między pracownikami są te nieformalne. – – mówi Mieszko Maj.
Etap drugi – trzeba odkryć, czego pracownicy tak naprawdę oczekują od pracodawcy, by ustalić motywatory. Najczęściej są to możliwości rozwoju, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, poczucie, że jest się potrzebnym w firmie. Nigdy nie są to wyłącznie pieniądze. Płaca to element higieny pracy – nieodzowny, jak krzesło, na którym siedzimy czy biurko, na którym stoi komputer.
W trzecim etapie oczekiwania pracowników trzeba pogodzić z potrzebami firmy, co wymaga reorganizacji przedsiębiorstwa, tak by mogło ono wprowadzić coś, co psychologowie nazywają zarządzaniem przez wartości. Marek Kosewski tłumaczy, że motywacje pracowników stosunkowo łatwo poznać. Wystarczy tylko spytać o ich wymarzoną pracę. – – opowiada. W jednym, dwóch przypadkach na kilkanaście idealna praca to dla kogoś wysokie zarobki. Na ogół jednak ludzie podają inne cechy: praca ma być interesująca, musi mieć sens, a szef powinien ich po ludzku traktować tak, by mieli poczucie własnej godności, liczyć się z nimi powinni koledzy. – – mówi psycholog.