Sektor biurowy jako motor wzrostu gospodarczego
„Zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce przekraczają obecnie 13 mln mkw., z czego ponad 6 mln mkw. znajduje się w Warszawie. Wokół centrów biznesowych rozwinęły się sektory usług profesjonalnych, finansowych, technologicznych, doradczych oraz nowoczesnych usług dla biznesu, które w ostatnich trzech dekadach były jednym z najważniejszych motorów wzrostu gospodarczego kraju” – zauważyła Katarzyna Tasarek-Skrok z Colliers, cytowana w informacji firmy.
Według szacunków autorów raportu, działalność związana z pracą biurową odpowiada obecnie za około 200 mld zł wartości dodanej rocznie, czyli niemal 6 proc. polskiego PKB.
W największych metropoliach świata rozwinęły się centralne dzielnice biznesowe
Eksperci zwrócili też uwagę na tzw. premię aglomeracyjną. To korzyści wynikające z koncentracji ludzi, firm, kapitału i instytucji w jednym miejscu. Bliskość przedsiębiorstw i codzienne interakcje między pracownikami sprzyjają szybszemu przepływowi wiedzy, wymianie doświadczeń i powstawaniu innowacji. Dlatego w największych metropoliach świata rozwinęły się centralne dzielnice biznesowe.
Jak wskazano w raporcie, zniknięcie biur nie oznaczałoby równomiernych strat dla wszystkich regionów. Część ośrodków mogłaby wręcz zyskać na takim scenariuszu. Brak konieczności codziennych dojazdów i fizycznej obecności w biurze sprawiłby bowiem, że znacznie więcej osób decydowałoby się mieszkać poza największymi metropoliami. Aktywność gospodarcza rozproszyłaby się więc na mniejsze ośrodki, a część dochodów, które dziś koncentrują się w największych miastach, zostałaby rozdystrybuowana szerzej.
„Według analiz takie rozproszenie aktywności mogłoby przynieść mniejszym ośrodkom około 30 mld zł rocznie. Jednocześnie Warszawa oraz największe miasta regionalne straciłyby w sumie około 50 mld zł rocznie. Ostateczny bilans oznaczałby zmniejszenie gospodarki o około 20 mld zł rocznie” – zaznaczył Grzegorz Sielewicz z JLL.
W ocenie autorów publikacji największe skutki byłoby widać w stolicy, ponieważ rozwój Warszawy po 1990 roku był w ogromnym stopniu związany z rozwojem rynku pracy dla pracowników umysłowych oraz koncentracją nowoczesnych usług biznesowych.
„Szacuje się, że od 60 do 70 proc. migracji do Warszawy miało bezpośredni lub pośredni związek z rynkiem pracy sektora »białych kołnierzyków«. Przy założeniu, że około dwóch trzecich migracji ekonomicznych do stolicy nie miałoby miejsca, Warszawa mogłaby być dziś mniejsza o ponad 600 tys. mieszkańców. Oznaczałoby to populację na poziomie około 1,3 mln ludzi zamiast obecnych 1,9 mln. Taki scenariusz miałby daleko idące konsekwencje finansowe. Mniejsze wpływy z PIT i CIT oznaczałyby ograniczone możliwości finansowania infrastruktury, transportu publicznego, edukacji, kultury czy usług społecznych” - wskazano w raporcie.
Redaktorka z doświadczeniem i pasją, z mediami związana od kilkunastu lat, na co dzień relacjonuje najważniejsze wydarzenia społeczne, gospodarcze i polityczne, a także tematy lifestyle’owe. Łączy sprawdzone informacje z agencji prasowych z własnymi ustaleniami, tworząc treści rzetelne, precyzyjne i przystępne dla czytelników. Z łatwością porusza zarówno poważne, jak i lżejsze tematy, przyciągając uwagę i budując pełny obraz rzeczywistości.