Dziennik Gazeta Prawana logo

W strefie euro radzą sobie bez euro

12 października 2007, 15:46
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Stemtaler, berliner, chiemgauer, regio, carlo to nie są marki win czy regionalnych serów. To nazwy... pieniędzy, które od kilku lat z powodzeniem funkcjonują w Niemczech, Austrii i we Włoszech. W kilkudziesięciu regionach krajów należących do strefy euro można miesiącami żyć, nie biorąc wspólnotowej waluty do ręki - pisze DZIENNIK.

W poczdamskiej firmie usługowej za umycie okien trzeba zapłacić 14 jabłkowych blutenów, zaś filiżanka kawy w bawarskiej miejscowości Rosenheim kosztuje 3 chiemguaery! - wylicza DZIENNIK.

Alternatywne pieniądze emitują lokalne społeczności, samorządy czy towarzystwa przyjaciół danego regionu. Zarobione na tym środki przeznaczają na wspieranie różnych inicjatyw, pomoc charytatywną czy promocję regionu. W sumie w obiegu jest już 16 lokalnych walut, zaś przygotowywanych jest kolejnych 49. Wszystko odbywa się poza kontrolą władz i banków narodowych. Co więcej, także bez wiedzy Europejskiego Banku Centralnego.

Dr Bogdan Radomski z Zakładu Międzynarodowego Systemu Walutowego na SGH uważa, że z punktu widzenia prawa te pieniądze są nielegalne. "Emisja pieniędzy to fundamentalne prawo banku centralnego. W bardzo wąskim obrocie lokalnym można jednak dopuścić do takiej sytuacji" - tłumaczy Radomski.

Najsilniejszym z quasi-pieniędzy jest chemiguaer, którego ogólna wartość w obrocie wynosi około 1,5 mln euro. Można nim płacić w prawie 600 miejscach - od zakładów fryzjerskich po supermarkety. Akceptują go nawet dwa banki spółdzielcze.

Ostatnio sprawa stała się na tyle poważna, że zainteresował się nią bank centralny Niemiec - Bundesbank - który odpowiada za emisję 146 mld euro. Jest to jedna trzecia zasobów całej strefy wspólnej waluty. W kilkudziesięciostronicowym raporcie eksperci stwierdzili, że póki skala zjawiska jest niewielka, nie zagraża stabilności euro. Bankowcy są zdania, że prawdziwy problem może pojawić się dopiero wtedy, gdy około 5 proc. euro zostanie zastąpione lokalnymi pieniędzmi. To oznacza astronomiczną kwotę 7 mld euro. Wydaje się to mało prawdopodobne - twierdzi DZIENNIK.

Zdaniem autora opracowania, Gerharda Rosi z Bundesbanku, rozkwit lokalnych walut, które powstały już po wejściu Niemiec do strefy euro, nie wynika z niechęci do unijnej waluty. "Zjawisko to jest raczej następstwem odrzucenia globalizmu, za czym opowiadają się idealiści walczący o zachowanie regionalnych kultur" - tłumaczy Rosi. Bogdan Radomski uspokaja, że nie jest możliwe zachwianie pozycji euro. Rezerwy unijnej waluty są ogromne. A podobne inicjatywy traktuje on jako ciekawostki folklorystyczne.

Te pomysły pokazują jednak, że niewykluczone, iż po przyjęciu przez Polskę wspólnej waluty złotówkę zastąpi nie tylko euro, ale także pieniądze śląskie, kaszubskie czy wilanowskie.





Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj