Niejednemu kibicowi wydaje się, że gdyby był arabskim szejkiem, to ze swojego ukochanego zespołu zrobiłby "mistrza świata". Drużyn piłkarskich do kupienia nie brakuje, ale by stać się ich właścicielem trzeba dysponować pokaźnymi zasobami finansowymi.
Miliarder chce kupić Widzew Łódź
Robert Dobrzycki współwłaściciel firmy Panattoni, potentata na rynku nieruchomości, ogłosił właśnie publicznie zamiar nabycia Widzewa Łódź. Polski miliarder oficjalnie o tym poinformowała w mediach społecznościowych.
W nawiązaniu do informacji i komentarzy w mediach społecznościowych chciałbym potwierdzić moje zainteresowanie inwestycją w Widzew Łódź. Jestem gotów dokonać tego tak szybko, jak to możliwe i skupić się na budowie Widzewa - napisał w serwisie "X" Dobrzycki.
Ile trzeba zapłacić, by stać się właścicielem Widzewa?
Ile Dobrzyckiego może kosztować taka "przyjemność"? Według Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl tanio nie będzie. Słyszałem, że jeśli na stole pojawi się 50 mln zł, obecny właściciel klubu nie będzie miał nic do powiedzenia. Blokada zostaje zniesiona, a po akceptacji stowarzyszenia transakcja staje się faktem. Te 50 mln zł działa trochę jak klauzula wykupu w kontrakcie piłkarza - powiedział dziennikarz w programie "Okno Transferowe" na YouTube.
Widzew zaliczył falstart na wiosnę
Widzew aktualnie zajmuje 11. miejsce w tabeli polskiej Ekstraklasy. Podopieczni Daniela Myśliwca bardzo słabo zaczęli ligową wiosnę. Na dziewięć możliwych punktów do zdobycia zanotowali tylko jeden. W pierwszym meczu doznali bolesnej porażki 1:4 w Poznaniu z tamtejszym Lechem. Następnie Widzew zremisował u siebie z Cracovią Kraków 1:1, a tydzień temu łodzianie przegrali na wyjeździe z ostatnim w tabeli Śląskiem Wrocław aż 0:3.
W najbliższej kolejce Widzew na własnym stadionie będzie podejmował rewelacyjnie spisującą się na wiosnę Pogoń Szczecin. "Portowcy" w trzech dotychczasowych meczach zdobyli komplet punktów. Trener Myśliwiec siedzi na gorącym krześle. Ewentualna porażka w sobotę może oznaczać dla niego zwolnienie z zajmowanej funkcji.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
