– ocenia Łoskot-Strachota, koordynatorka prac OSW dotyczących europejskiego rynku i polityki gazowej. Zastrzega ona, że obecnie "rozpoczęte są śledztwa", a rurociągów nie można nawet zbadać, bo "cały czas trwa tam wyciek gazu".
Istotny "charakter Morza Bałtyckiego"
W komentarzach, jak zauważa ekspertka, pojawiają się argumenty, że jest widoczne, iż incydent nie był przypadkowy. Wskazuje się, że "trudno sobie wyobrazić, by stało za tym państwo NATO". Istotny jest też "charakter Morza Bałtyckiego, które jest płytkie i dość dobrze obserwowane przez różne siły". Trudno byłoby więc – jak zauważa ekspertka - o działania "niepaństwowych" aktorów.
– mówi Łoskot-Strachota.
Nowy poziom konfliktu Rosji z Zachodem
W jej ocenie, przy próbie odpowiedzi na pytanie "kto zyskuje?" w wyniku incydentu, można wskazać, że zyskuje Rosja. Eskaluje ona bowiem – według tej tezy - kryzys z Zachodem, "potęguje chaos i niepewność, pogarsza sytuację na rynku gazu w kontekście najbliższej zimy i w tym czasie, kiedy jeszcze może wykorzystywać gaz jako instrument. Wreszcie – przechodzi na nowy poważniejszy poziom konfliktu z Zachodem: już nie ma powrotu doze strategicznym gazociągiem".
Są też opinie, iż wycieki z gazociągów mogą być "operacją false flag", czyli tajną operacją, która ma stworzyć wrażenie, że jest dziełem innej strony. Nastąpiłoby w tym wypadku "kierowanie winy na kogoś innego i wykorzystywanie tego jako pretekstu do eskalacji działań na Ukrainie i innych działań w tej wojnie, jaką w pewnym sensie Rosja toczy z Zachodem" – mówi Łoskot-Strachota. Wreszcie – dodaje – "może to być też sposób na odwrócenie uwagi. Właśnie zakończyły się pseudoreferenda na Ukrainie i możemy się spodziewać rozpoczęcia procesu aneksji" tych okupowanych terytoriów.
Wątpliwości co do korzyści dla Rosji
Analityczka OSW przywołuje też jednak argumenty, które – jeśli oceniać, kto zyskuje na incydencie – budzą wątpliwości co do zaangażowania Rosji. Moskwa bowiem traci instrument, który zawsze posiadała w relacjach z krajami europejskimi. – mówi Łoskot-Strachota. Jak dodaje, padają też argumenty, że gaz przez Nord Stream 1 właściwie już nie płynął, a gazociąg Nord Stream 2 nie był w ogóle używany - "dlatego tu się pojawiają wątpliwości co do korzyści dla Rosji".
Ekspertka OSW mówi, że jej zdaniem spore jest prawdopodobieństwo, że za incydentem stoi Rosja. Wyraża przypuszczenie, że oznaczałoby to, iż "wojna energetyczna weszła na zupełnie inny poziom, że już nie ma powrotu do tego, co dawniej". Byłby to też sygnał, "że w przywództwie Rosji nie ma myślenia o tym, co będzie za parę lat i jak sobie ułożyć dobrze relacje gazowe" - podkreśla Łoskot-Strachota.
Uszkodzenia gazociągów w krajach postsowieckich
Ekspertka przypomina, że do uszkodzeń gazociągów dochodziło w poprzednich dekadach w krajach postsowieckich: w kwietniu 2009 roku w Turkmenistanie, a kilka lat później – w Ukrainie. Pierwszy z tych incydentów nastąpił w momencie dogodnym dla Rosji, gdy spadło zapotrzebowanie na gaz. Oskarżenia pod adresem Moskwy padały ze strony turkmeńskiej.
Jednak w tych przypadkach "nie było jednoznacznych odpowiedzi" – zastrzega rozmówczyni PAP. – podsumowuje ekspertka OSW.
Autorka: Anna Wróbel