DGP: Duża część uchodźców z Ukrainy znalazła schronienie w domach Polaków. Tymczasem rząd kończy program dopłat za ich zakwaterowanie. IRMiR przygotował raport poświęcony polityce mieszkaniowej wobec uchodźców. Co z niego wynika? Jak możemy zapobiec kryzysowi w tym obszarze, konfliktom społecznym na tym tle?
Reklama
Wojciech Jarczewski: Obecny system pomocy uchodźcom ma charakter doraźny. Jest też bardzo drogi - według naszych wyliczeń jego koszt opiewa na ok. 9,4 mld zł, czyli ponad 1,8 proc. budżetu państwa w 2022 r. Nasz raport rekomenduje działania w skali średnio- i długookresowej, których celem jest rozwiązanie kryzysu mieszkaniowego. Jednym ze wskazywanych przez nas rozwiązań jest budowa osiedli modułowych w średniej wielkości miastach.
Dlaczego średnie miasta? Wiemy, że lokalizacje preferowane przez uchodźców to metropolie.
To prawda, że większość przybyszów z Ukrainy wybrała duże miasta. W połowie kwietnia w Warszawie przebywało prawie 300 tys. uchodźców, kolejne 250 tys. we Wrocławiu i 150 tys. w Krakowie. Łącznie do dużych ośrodków trafiło dwie trzecie uchodźców. W efekcie znacząco wzrosły tam ceny najmu i zmniejszyła się podaż mieszkań do wynajęcia.
Tymczasem średnie miasta dotyka problem tzw. depopulacji, bo od dziesiątek lat liczba ich mieszkańców się kurczy - wyjechali do większych ośrodków w kraju albo za granicę. Pozostała tam natomiast infrastruktura, taka jak np. szkoły, ośrodki zdrowia czy przestrzenie po dawnych zakładach pracy. Jednak nie ma kto z tego zaplecza korzystać. A utrzymywanie go jest kosztowne dla samorządów. Skierowanie w te miejsca uchodźców przyniosłoby więc obopólną korzyść.
Reklama