We wtorek Komisja Regulaminowa, Spraw Poselskich i Immunitetowych na posiedzeniu niejawnym ponownie miała się zająć wnioskiem prokuratury o wyrażenie zgody przez Sejm na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa NIK. Śledczy chcą postawić mu kilkanaście zarzutów, w tym podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych.

Reklama

Jak przekazał po posiedzeniu przewodniczący, "komisja zakończyła obrady bez podjęcia decyzji z tego powodu, że część posłów opozycji zablokowała posiedzenie".

Po decyzji o tym, że posiedzenie jest zamknięte dla członków komisji regulaminowej, członkowie spoza komisji powiedzieli, że nie opuszczą sali i możemy ich wynieść siłą, ale nie wyjdą - relacjonował Smoliński. Oczywiście takiej możliwości nie ma, wobec tego musiałem zamknąć posiedzenie - poinformował.

Przewodniczący wskazał, że "prokurator wyraźnie podkreśliła, że wydała zarządzenie o udostępnieniu akt członkom komisji, a nie osobom spoza komisji". To są akta przygotowawcze związane z tą sprawą - podkreślał. Przez pięć miesięcy członkowie komisji mogli się zapoznawać z tymi aktami. Ja byłem cztery razy. Jako jedyny poseł tak wnikliwie analizowałem te akta - powiedział.

Zarówno osoba objęta wnioskiem - pan prezes Marian Banaś, jak i jego pełnomocnicy, nie złożyli żadnego pisma, które by wyjaśniało dlaczego pan Mariana Banaś jest osobą, której nie powinien być uchylony immunitet - powiedział Smoliński. W jego ocenie, pełnomocnicy prezesa NIK chcieli zbojkotować postępowanie wobec swojego klienta i im się to udało, bo nie opuścili sali po tym, jak była decyzja komisji, że posiedzenie jest zamknięte i ograniczone do członków komisji. Ja nie będę wyprowadzał siłą. Nie widziałem potrzeby, żeby robiła to straż marszałkowska. Musiałem zamknąć posiedzenie - przekazał.

Reklama

Smoliński przyznał, że dziwi się posłom Koalicji Obywatelskiej, którzy złożyli zawiadomienie do prokuratury, że prezes NIK składał fałszywe oświadczenia majątkowe, a dziś blokują posiedzenie komisji.

Reklama

Przewodniczący poinformował, że jeszcze we wtorek chciałby zwołać prezydium komisji i wyznaczyć nowy termin posiedzenia.

Oświadczenie Banasia

Prezes NIK po wyjściu z komisji wygłosił oświadczenie. Przez ostatnie 2,5 roku stałem się celem bezwzględnych ataków służb specjalnych i związanych z nimi światem mediów" - mówił. "W całej tej nagonce chodziło tylko o jedno - aby przedstawić mnie jako złego człowieka - dodał.

Sprawa mojego immunitetu to sprawa czysto polityczna wymyślona w ścisłym kierownictwie Prawa i Sprawiedliwości - ocenił Banaś. W tej grze, która toczy się na państwa oczach, nie chodzi o Mariana Banasia i jego najbliższych. Tu chodzi o Najwyższą Izbę Kontroli - ostatnią, w pełni niezależną, konstytucyjnie umocowaną instytucję, która może patrzeć rządzącym na ręce - podkreślił.

Jak stwierdził, "celem, który postawiła sobie partia rządząca, jest usunięcie mnie z Najwyższej Izby Kontroli". Bo to ja obecnie nie pozwalam, aby raporty NIK były manipulowane na korzyść władzy - powiedział. Banaś zapowiedział także, że jest gotów udowodnić przed niezależnym sądem swoją niewinność. Nie boję się prawdy i nie chowam głowy w piasek - mówił. Nie mam jednak zaufania do podległym politykom prokuratury i służb - dodał.

Pełnomocnik prezesa NIK prof. Marek Chmaj podkreślał, że na posiedzenie nie wpuszczono jednego z pełnomocników, a na całym posiedzeniu - mimo wielokrotnych próśb - nie dopuszczono do głosu prezesa Banasia, ani pełnomocnika. "Po raz kolejny komisja nie procedowała kwestii immunitetu. Nie wiemy, czy ma do tego prawo, nie dopuszcza nas do głosu, co czyni dalszy udział prezesa NIK-u w tych procedurach za zupełnie zbędny" - powiedział.

Mecenas Marek Małecki mówił natomiast, że pełnomocnicy nie mają wglądy w akta sprawy ich klienta. Odpowiedziała mu przysłuchująca się wystąpieniu posłanka PiS Anna Milczanowska, że będą mieli pełne prawo do wglądu, kiedy prezes NIK zrzeknie się immunitetu, a sama komisja nie jest sądem. "Jeżeli pan prezes czuje się, że jest osobą niewinną, warto przed tym sądem stanąć" - powiedziała.

W sierpniu ub.r. na posiedzeniu sejmowej Komisji ds Kontroli Państwowej Banaś powiedział m.in. że "jest w stanie i udowodni wcześniej czy później swoją niewinność". Zarzucił też rządzącym, że wykorzystują służby, które - według niego - "wymuszają na osadzonych" składanie fałszywych wyjaśnień i oskarżeń wobec niego.

Zgodnie z ustawą o NIK wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie prezesa Najwyższej Izby Kontroli do odpowiedzialności karnej w sprawie o przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego składa się za pośrednictwem Prokuratora Generalnego.

Prezes NIK - który powoływany jest przez Sejm za zgodą Senatu - nie może być bez uprzedniej zgody Sejmu pociągnięty do odpowiedzialności karnej ani pozbawiony wolności; nie może być też zatrzymany lub aresztowany, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa i jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania.

Zgodę na pociągnięcie prezesa NIK do odpowiedzialności karnej wyraża Sejm bezwzględną większością ustawowej liczby posłów. Nieuzyskanie wymaganej większości głosów oznacza niewyrażenie na to zgody.

W lipcu ub.r. tuż przed informacją o wniosku prokuratury ws. uchylenia immunitetu, Banaś poinformował na Twitterze, że jego syn został zatrzymany na lotnisku Kraków Balice, gdy wracał wraz z żoną z urlopu, a zatrzymania dokonali funkcjonariusze CBA. Samo CBA poinformowało o zatrzymaniu dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusza G. oraz społecznego doradcy prezesa NIK - Jakuba Banasia.