Strona czeska wniosła skargę przeciw Polsce w sprawie Turowa w lutym br. Wnioskowała też o tzw. zastosowanie środka tymczasowego, czyli wprowadzenie zakazu wydobycia. Skargę skierowano w związku z rozbudową kopalni, która zagraża, zdaniem Pragi, dostępowi do wody mieszkańcom Liberca, uskarżającym się także na hałas i pył związany z eksploatacją węgla brunatnego.

Reklama

Zarzuty strony czeskiej wobec Turowa są wyssane z palca. Niezależne instytuty badawcze wielokrotnie udowodniły, że wody nie brakuje. W Czechach jest hydrologiczna susza i to jest pierwsza sprawa. Jeżeli zaś chodzi o czeskie ujęcie w Uhelnej, to według najnowszych badań woda płynie w tym kierunku z Polski. Nie jest więc tak, że odkrywka Turów zabiera wodę z Czech. Jest dokładnie odwrotnie i wszyscy to wiedzą. Merytoryczne argumenty nie są tutaj w ogóle brane pod uwagę - tłumaczy Ilnicki.

Równie absurdalny jest zarzut, że kopalnia Turów może zanieczyszczać powietrze. W jaki sposób miałaby to robić? Nie ma na to żadnego dowodu na podstawie jakichkolwiek badań. Na dodatek sama Bogatynia ma dużo niższe zanieczyszczenie powietrza niż miasta oddalone od kopalni, co pokazuje, że tego zanieczyszczenia nie ma. Jeśli zaś chodzi o samą elektrownię, to jest ona najnowocześniejsza i najbardziej proekologiczna w całej okolicy. Powtarzam zatem: te zarzuty są wyssane z palca - podkreślił przedstawiciel "Solidarności".

Czesi chcą po prostu uzyskać pieniądze. W jakiejś mierze można to jeszcze zrozumieć. Nie ma jednak zgody na to, że ma to się dziać kosztem Polski, Polaków, mieszkańców Bogatyni, kosztem pracowników kompleksu Turów - zadeklarował Ilnicki.

Reklama

"Rozstrzelanie tego, który ma być dopiero później osądzony"

Zdaniem związkowca, gdyby sędziowie podczas rozprawy zaprezentowali podejście czysto merytoryczne, to wyrok musiałby być korzystny dla Polski.

Nie miałbym wtedy żadnych obaw. Niestety, dotychczasowe działania sędziów pokazują, że nie podejmują oni decyzji w oparciu o argumenty merytoryczne. Zademonstrowała to sędzia Rosario Silva de Lapuerta w swoich bezsensownych posunięciach, ustalając takie, a nie inne zabezpieczenie przeciwko kopalni Turów. Mówiąc obrazowo, nakazane przez nią środki tymczasowe to rozstrzelanie tego, który ma być dopiero później osądzony. Tak to można opisać - ironizuje szef Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" KWB Turów, licząc jednak, że "sprawiedliwość zwycięży".

O co chodzi w sporze o Turów?

Kopalnia i elektrownia Turów należą do spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, będącej częścią PGE Polskiej Grupy Energetycznej. W 2020 r. polski minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka przedłużył koncesję na wydobywanie w Turowie węgla brunatnego na kolejne sześć lat, do 2026 r. Pod koniec lutego Czechy wniosły skargę przeciwko Polsce ws. rozbudowy kopalni węgla brunatnego Turów do TSUE wraz z wnioskiem o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia.

21 maja TSUE przychylił się do wniosku Czech i nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia. 20 września wiceprezes Trybunał Sprawiedliwości UE Rosario Silva de Lapuerta wydała postanowienie, nakładając na Polskę 500 tys. euro kary dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów.