To interesujące, bo dzięki temu ich praca stała się uniwersalna – nie dotyczy tylko sytuacji w USA (w swoim badaniu skoncentrowali się na Ameryce), lecz za jej pomocą można też opisać to, co dzieje się np. w Polsce.
Reklama
Od kilkunastu miesięcy ceny mieszkań gwałtownie rosną. I to mocno odróżnia obecny czas od tego, co wydarzyło się po poprzednim wielkim ekonomicznym wstrząsie, czyli po krachu z 2008 r. Wtedy ceny mieszkań spadały. W niektórych miejscach nawet znacząco.
Muellbauer i Murphy nie mają wątpliwości, iż to, że rynek mieszkaniowy się nie załamał, jest efektem zdecydowanej odpowiedzi na pandemię udzielonej przez większość państw. Chodzi o mieszankę takich działań, jak niekonwencjonalna polityka banków centralnych polegająca na utrzymywaniu niskich stóp procentowych, czasowe wakacje odsetkowe dla dłużników hipotecznych oraz ograniczenie eksmisji w czasie pandemii, duże transfery bezpośrednie od rządu dla gospodarstw domowych, które pozwoliły najciężej doświadczonym przez lockdowny zachować finansową płynność. Wszystkie te posunięcia pozwoliły uniknąć wpadnięcia gospodarek w długotrwałą recesję oraz plagę wysokiego bezrobocia.