Z uchwały, która zapadła 7 maja br. w odpowiedzi na zagadnienia prawne sformułowane przez Rzecznika Finansowego, wynikało m.in., że bank może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna.

Reklama

Jednocześnie jednak SN wskazał, iż bezskuteczność staje się definitywna, kiedy należycie poinformowany konsument nie wyraził zgody na abuzywne postanowienia lub sprzeciwił się skorzystaniu z ochrony przed nieważnością umowy.

Ponadto majowa uchwała SN podtrzymała wcześniejsze stanowisko tego sądu, zgodnie z którym w przypadku unieważnienia umowy o kredyt walutowy do rozliczenia banku i klienta ma zastosowanie tzw. zasada dwóch kondykcji, a nie przeciwstawiana jej teoria salda.

Jak w maju zastrzegał sprawozdawca tego zagadnienia sędzia Roman Trzaskowski, "waga i poziom skomplikowania materii, która SN musiał się zająć powoduje, że (...) pełne wyjaśnienie wymaga daleko idącej precyzji, która będzie w uzasadnieniu pisemnym". "Sąd musiał powstrzymać się od wyjaśnienia tych zagadnień w sposób potoczny, gdyż zdaje sobie sprawę z tego (...) z jak dużą uwagą każde słowo sądu będzie śledzone" - dodawał.

Ostatnio w bazie orzeczeń SN zostało zamieszczono to liczące ponad 30 stron uzasadnienie pisemne uchwały.

Uzasadnienie

W uzasadnieniu tym SN zaaprobował i poszerzył argumentację z poprzedniej uchwały SN dotyczącej tych kwestii - wówczas w składzie trzyosobowym - z 16 lutego br., której pisemne uzasadnienie opublikowano na początku marca br. Wtedy SN uznał, że w przypadku unieważnienia umowy o kredyt walutowy do rozliczenia banku i klienta ma zastosowanie tzw. zasada dwóch kondykcji, a nie przeciwstawiana jej teoria salda.

Reklama

To oznacza, że każde roszczenie zarówno kredytobiorcy, jak i banku, o wydanie wzbogacenia należy traktować oddzielnie i niezależnie od drugiego. Z kolei zgodnie z teorią salda "w przypadku nieważnej umowy wzajemnej przedmiotem roszczenia restytucyjnego nie jest osobno każde ze spełnionych świadczeń, lecz jedynie nadwyżka wartości jednego z nich nad wartością drugiego".

Jednocześnie SN zaznaczył, że stwierdzenie, iż w razie trwałej bezskuteczności umowy kredytu każdej ze stron przysługują odrębne roszczenia o zwrot świadczeń pieniężnych spełnionych w wykonaniu tej umowy "nie wyjaśnia jeszcze, kiedy roszczenia te, w szczególności roszczenie banku o zwrot wypłaconego kapitału, stają się wymagalne, co ma decydujące znaczenie zwłaszcza dla określenia początku biegu ich przedawnienia i możliwości przedstawienia do potrącenia".

SN powtórzył, że "co do zasady termin przedawnienia tych roszczeń może rozpocząć bieg dopiero po podjęciu przez kredytobiorcę-konsumenta wiążącej decyzji w tym względzie". "Oznacza to w szczególności, że kredytobiorca-konsument nie może zakładać, iż roszczenie banku uległo przedawnieniu w terminie liczonym tak, jakby wezwanie do zwrotu udostępnionego kredytu było możliwe już w dniu jego udostępnienia" - dodał.

"Kierując się dotychczasowym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE, należy uznać, że bieg terminu przedawnienia roszczeń restytucyjnych konsumenta nie może się rozpocząć zanim dowiedział się on lub, rozsądnie rzecz ujmując, powinien dowiedzieć się o niedozwolonym charakterze postanowienia. Należy bowiem uznać, że dopiero wówczas mógł wezwać przedsiębiorcę do zwrotu świadczenia" - napisano ponadto w uzasadnieniu majowej uchwały.

W lipcu informowano zaś, że na 2 września br. został wyznaczony termin kontynuacji posiedzenia całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, w czasie którego Izba ta ma rozpoznać przedstawione przez I prezes SN Małgorzatę Manowską zagadnienia prawne odnoszące się do kredytów walutowych.

Tamtą sprawę odroczono w połowie maja. Wówczas sędziowie SN zdecydowali o zwróceniu się o stanowiska w sprawie przedstawionych zagadnień do: Rzecznika Praw Dziecka, prezesa Narodowego Banku Polskiego, Komisji Nadzoru Finansowego, Rzecznika Finansowego i właśnie RPO. Jak tłumaczył wówczas rzecznik prasowy SN sędzia Aleksander Stępkowski, SN postanowił o zwróceniu się o stanowiska do tych organów "ze świadomością doniosłości zarówno społecznej, jak i gospodarczej, jakie jego decyzje będą miały dla Polaków".