Zawiadomienie trafiło wczoraj m.in. do prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego, kilku resortów - m.in. Zbigniewa Ziobry, Piotra Glińskiego, Jacka Sasina i Zbigniewa Raua - a także do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Liczy kilkadziesiąt stron i, jak słyszymy, przede wszystkim to “wywód prawniczy” uzasadniający, dlaczego Discovery czuje się poszkodowane - nie tylko ustawą lex TVN, ale także “dyskryminacją” w przestrzeni publicznej, która ich zdaniem narusza prawne granice wolności słowa.

Reklama

- Teraz trwa oczekiwanie na ruch ze strony rządu, a ten - zgodnie z umową dwustronną ze Stanami Zjednoczonymi - ma pół roku na udzielenie odpowiedzi. Strona amerykańska traktuje ten czas jako okres na “polubowne załatwienie sprawy”. Oczywiście odpowiedzi od rządu może może nie być albo może być konfrontacyjna, ale wtedy czeka nas międzynarodowy arbitraż i potencjalnie wysokie roszczenia ze strony spółki - tłumaczy rozmówca DGP, znający kulisy sprawy.

Wartość inwestycji: 3 mld dolarów

W zawiadomieniu pada konkretna kwota - 3 mld dolarów. Na tyle bowiem amerykański koncern szacuje wartość swoich inwestycji w Polsce. Na tym etapie nikt oficjalnie nie wychodzi z roszczeniami, bo ustawa lex TVN wciąż nie jest obowiązującym prawem (w dodatku PiS zapowiedział poprawkę na etapie prac w Senacie), a poza tym umowa bilateralna z USA - którą opisywaliśmy na łamach DGP - zakłada, że szacowanie wysokości poniesionych szkód przez danego inwestora dokonuje się na ostatnim etapie procedury.

Niemniej rozmówcy gazety twierdzą, że kwota dotycząca samej wartości inwestycji pojawia się nie bez przyczyny. - To może sugerować, z jaką kwotą potencjalnych roszczeń Polska może mieć do czynienia, jeśli dojdzie do arbitrażu. Ostateczną kwotę trudno oszacować. Przykładowo, jeśli Discovery w ciągu 7 miesięcy zdecyduje się sprzedać część udziałów, to kupca może właściwie nie być w tak krótkim czasie lub znajdzie się taki, który kupi to po zaniżonej wycenie. Wtedy wysokością szkody będzie zapewne różnica między uzyskaną kwotą a faktyczną wartością spółki - wskazuje rozmówca DGP.

Amerykanie w zawiadomieniu wskazują też np. na materiały publikowane w Wiadomościach TVP. Jeden z nich pochodzi z 23 kwietnia 2020 r. pt. “Fake newsy przeciwników polskiego rządu”. - Pracownicy TVN, w ślad za opozycją, stawiali publicznie pytanie (o druk kart do głosowania w wyborach prezydenckich - red.), zapominając albo celowo pomijając informację, że wynika to z obowiązku, jaki nakłada zarówno konstytucja, jak i przyjęta jeszcze w marcu specustawa koronawirusowa - twierdził autor materiału. - Stacja TVN to tak naprawdę być może najpoważniejsza siła opozycyjna w Polsce, stacja, która uprawia politykę, nie jest tak, że oni opisują świat obiektywnie - skomentował w tym samym materiale Jacek Karnowski, redaktor naczelny “Sieci”.

Drugi materiał, na który wskazują Amerykanie, pochodzi z 14 lutego 2021 roku. Tytuł: “TVN to największa partia opozycyjna”. W nim stację TVN oraz okoliczności jej powstania łączono ze środowiskami związanymi z okresem PRL. - Media obiegły informacje, że zarówno Jan Wejchert, jak i Mariusz Walter mieli podjąć współpracę ze służbą bezpieczeństwa PRL - podał autor materiału. Dorota Kania - wówczas związana z Gazetą Polską, teraz zasiadająca w zarządzie Polska Press - wskazywała z kolei na byłą już prezenterkę “Faktów TVN” Justynę Pochanke. - Jej mama pracowała razem z Janiną Chim, księgową oskarżoną w procesie FOZZ - mówiła publicystka.

Reklama

Suski: Wiedzieli, jakie jest polskie prawo

Zawiadomienie o wszczęciu postępowania arbitrażowego, które trafiło do polskich władz, nie robi wrażenia na PiS. - Wiedzieli, jakie jest polskie prawo, pretensje powinni mieć do siebie - komentuje krótko poseł PiS Marek Suski.

- W najgorszym wypadku lex TVN może Polskę kosztować nie tylko utratę prestiżu na arenie międzynarodowej, ale i konkretne pieniądze. Jeśli ktoś narusza standardy konstytucyjne dotyczące wolności słowa i umowę dwustronną z USA, musi się liczyć z konsekwencjami - ocenia z kolei Jan Grabiec z PO. - Najgorsze jest to, że złożą się na to polscy podatnicy. Postępowanie PiS jest wbrew zdrowemu rozsądkowi, bardzo możliwe, że będzie musiał się ostatecznie wycofać, tak jak to było w przypadku nowelizacji ustawy o IPN. Ale i tak pewne szkody, choćby wizerunkowe, pozostaną - dodaje.