Po nowym roku może się bowiem okazać, że salowa zarabia tyle samo, co fizjoterapeuta czy księgowa. Jednak koszty będą jeszcze większe – związek przepytał ponad 230 lecznic powiatowych, ale szpitali jest ok. 800, i to z większymi budżetami. Eksperci mówią nawet o kilku brakujących miliardach. A dyrektorzy alarmują: to początek spirali, bo podniesienie minimalnej płacy to wyższe ceny dostaw, jedzenia, sprzątania.

Już teraz zadłużenie jest rekordowe – sięga 14,3 mld zł.

– To już nie jest stan przedzawałowy, to zawał – mówi jeden z dyrektorów.

Resort zdrowia i NFZ zbierają dane, ale dodatkowych pieniędzy szpitalom nie obiecują.

CZYTAJ WIĘCEJ WE WTORKOWYM WYDANIU DGP >>>