Dziś w Zwickau, mieście położonym na wschodzie Niemiec blisko granicy z Czechami, Volkswagen otwiera pierwszą fabrykę, w której będzie produkował wyłącznie auta elektryczne. Zakład ma opuszczać dziennie 1500 modeli ID.3. Największy koncern motoryzacyjny na świecie z nowymi elektrykami wiąże podobne nadzieje, co z pierwszymi modelami garbusa czy golfa. Model ma pokazać, że firma nadąża za duchem czasów.

Angela Merkel już we wrześniu brała udział w premierze samochodu podczas Międzynarodowych Targów Motoryzacyjnych we Frankfurcie. Kanclerz również dziś stawi się w Zwickau, żeby osobiście sprawdzić, na ile starania firmy wystarczą, żeby wytrzymać zderzenie z coraz mocniejszą konkurencją na globalnym rynku e-motoryzacji.

Przemysł motoryzacyjny w RFN zatrudnia 1,75 mln pracowników, z czego 880 tys. pracuje bezpośrednio przy produkcji, a reszta obsługuje sektor pośrednio. W 2018 r. niemieckie koncerny wypuściły z hal fabrycznych 5,1 mln samochodów, z czego aż 78 proc. wyprodukowano na eksport. Niemieckie firmy są wciąż najsilniejszym graczem w klasycznej motoryzacji napędzanej benzyną i ropą. Natomiast w sektorze e-mobilności w ostatnich latach koncerny zaczęły tracić dystans do światowej konkurencji, przede wszystkim z USA i Chin. Sami Niemcy, wybierając e-auta, częściej wskazują na modele zagraniczne. Od dwóch lat najlepiej sprzedającym się samochodem na prąd w RFN pozostaje renault zoe.

Klienci wciąż z rezerwą patrzą na zapowiadaną przez media i koncerny rewolucję. 36 tys. zarejestrowanych e-aut w 2018 r. stanowiło tylko 1 proc. wszystkich pojazdów, które w tym okresie zjechały na niemieckie drogi. W bieżącym roku ta liczba może się podwoić, co i tak świadczy o dość powolnych zmianach zachodzących w konsumpcyjnych wyborach za Odrą.

Segment samochodów na prąd dynamiczniej rozwija się w USA i Chinach. W tym pierwszym kraju w 2018 r. sprzedano ponad 360 tys. tego rodzaju pojazdów. W Państwie Środka sprzedano ich blisko milion. Klasyczne modele niemieckich marek mogły dotychczas liczyć w tych krajach na oddanych klientów, którzy szanują ich jakość i niezawodność. W nowej branży odniesionymi sukcesami chwalą się już inne marki. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych stawiają na rodzimą Teslę. Także Chińczycy mogą liczyć na stale poszerzającą się krajową ofertę.

Tygodnik "Der Spiegel" zwraca uwagę na zapóźnienia niemieckich koncernów na wielu frontach. Największe zmiany dokonują się w czterech segmentach, łącznie określanych akronimem CASE, od angielskich słów: Connected, Autonomous, Shared, Electric. Dziennikarze magazynu piszą, że nie tylko na polu napędu, ale także w kwestiach integracji pojazdów z innymi urządzeniami (np. smartfonami), jazdy autonomicznej oraz oferty carsharingowej globalni rywale radzą sobie lepiej. Dodatkowo do wyścigu o prym w zmieniającej się branży dołączają wciąż nowe firmy, jak Google, który stawia na rozwój systemów umożliwiających pełne oddanie prowadzenia pojazdu komputerowi.

Trwające w Niemczech spowolnienie gospodarcze tylko wzmacnia alarmistyczne tony kierowane pod adresem rodzimych firm motoryzacyjnych. "Czy uda się uratować branżę, która napędza nasz dobrobyt?" – pyta "Der Spiegel". Jeśli nawet z uruchomieniem fabryki w Zwickau Volkswagen rozpocznie proces transformacji w producenta pojazdów elektrycznych z prawdziwego zdarzenia, to i tak będzie to miało konsekwencje dla obecnych pracowników firmy. Na samochody nowego typu przypada o wiele mniej części, a pędząca autonomizacja sektora w kolejnych dekadach będzie zastępować kolejne miejsca pracy robotami.

To złe wiadomości dla polskiej gospodarki, uzależnionej od sytuacji niemieckich firm motoryzacyjnych. Wystarczył spadek niemieckiego eksportu w czerwcu, aby również polski eksport do Niemiec zmalał w tym okresie o 12,3 proc. – wyliczyli eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Podzespoły to blisko połowa polskiego eksportu branży motoryzacyjnej, a największa ich liczba jest produkowana właśnie na potrzeby niemieckich gigantów. W Polsce branża odpowiada za ponad 300 tys. miejsc pracy. Automatyzacja i uproszczenie łańcucha produkcyjnego w przypadku niemieckich pojazdów również w Polsce będzie powodować zmniejszanie się liczby stanowisk pracy.