Wszystko dlatego, że zmniejszy się kwota bazowa, od której zależy wysokość nauczycielskich pensji. I choć Zyta Gilowska przekonuje, że na oświatę pójdzie o 2,8 procent pieniędzy więcej, starczy to tylko na wyrównanie wzrostu inflacji i dodatkowe wydatki szkół.

A problem jest taki, że by podwyżki były realne, a nie tylko papierowe, trzeba kwotę bazową podwyższyć, a nie obniżyć. W tej sytuacji zarobki niektórych pedagogów mogą się nawet zmniejszyć.