Dziennik Gazeta Prawana logo

Fiesta przegrywa mecz z kryzysem. Na horyzoncie majaczy wizja bankructwa Argentyny

14 lipca 2014, 08:50
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Argentyński kibic po przegranej w finale
Argentyński kibic po przegranej w finale/PAP/EPA
Póki piłka w grze, a Messi na boisku, władze mogły udawać, że w Argentynie trwa bal. Ale jeśli szybko nie polepszy się sytuacja gospodarcza, ludzie wyjdą na ulice.

Futbol dla Argentyńczyków jest wszystkim, więc w czasie fatalnego kryzysu prezydent Cristina Kirchner i reszta rządzących krajem starają się wykorzystać go do podniesienia narodowego morale. W telewizji ostatnio puszczano spoty reklamowe, które porównywały życie Lionela Messiego do historii państwowego koncernu naftowego YPF, który w 2012 r. został odebrany Hiszpanom i znacjonalizowany.

Wypełniona ujęciami strzałów piłkarskich reklamówka sugerowała, że tak, jak błędem było pozwolenie Messiemu na granie w hiszpańskim klubie, tak samo pomyłką było przekazanie narodowej firmy w obce ręce. Przypominając krytykę Messiego z czasów poprzedniego mundialu, kiedy mistrz grał gorzej dla drużyny narodowej niż dla Barcelony, narrator mówił: „Z czasem zaczęliśmy narzekać, że zabrali nam najlepszych, że jego występy nie były już dla nas, do tego stopnia, że zaczęliśmy uważać, że już nie jest nasz”. A po chwili pokazano nafciarzy wydobywających ropę. „Jego energia znów nas inspiruje. Szukamy tego, co kiedyś było nasze. Jesteś ziemią, na której się urodziłeś”.

Ta strategia w czasie mundialu pomogła władzy. Bo gdy grała narodowa drużyna, na ulicach zapadała cisza. Nawet rozgrywany przez kadrę mecz z Bośnią i Hercegowiną w fazie grupowej obejrzało siedem milionów osób – w 41-milionowym kraju. Ale ta piłkarska cisza może być ciszą przed burzą.

Według INDEC, czyli argentyńskiego GUS, kraj znajduje się w recesji. Gospodarka w ostatnim kwartale 2013 r. skurczyła się o 0,5, a w pierwszym kwartale 2014 r. o 0,4 proc. Perspektywy na rozruszanie wzrostu są kiepskie, bo owoce ewentualnego ożywienia zdusiła przeprowadzona w styczniu dewaluacja peso. Władze zdecydowały się na ten zabieg, aby osłabić narodową walutę, która na początku roku była zbyt mocna.

To, w połączeniu z popytem na zagraniczne waluty, m.in. w związku z masowymi wyjazdami kibiców na mundial, wytworzyło dodatkową presję inflacyjną. Według niektórych ekonomistów wskaźnik wzrostu cen pod koniec roku może osiągnąć poziom nawet 40 proc., co postawi Argentynę w niechlubnej klasyfikacji tuż za Wenezuelą. Zresztą inflacja była argentyńską zmorą przez większość ostatniej dekady.

Tymczasem na horyzoncie majaczy wizja bankructwa – drugiego w ciągu półtorej dekady. Chodzi o zbliżający się termin uregulowania kolejnej transzy zobowiązań wobec zagranicznych wierzycieli, który upływa pod koniec tego miesiąca. Długi do zwrócenia nie są może bardzo wysokie – opiewają na kwotę 907 mln dol. – ale jest tutaj pewien haczyk. Mianowicie Argentyna ma sądowy zakaz uiszczenia tej płatności bez wysupłania dodatkowych 1,5 mld dol.

Aby zrozumieć ten problem, należy się cofnąć do kryzysu argentyńskiego z lat 2001–2002. Kraj nie był w stanie spłacać swoich zobowiązań, więc z punktu widzenia rynków kapitałowych był bankrutem. W dwóch rundach negocjacyjnych, przeprowadzonych w 2005 i 2010 r., rządowi w Buenos Aires udało się przekonać 93 proc. wierzycieli, aby zredukowali swoje żądania – w wysokości około 100 mld dol. – o dwie trzecie. Nikt nie martwił się o pozostałe 7 proc. wierzycieli. Aż do teraz.

W tym nielicznym gronie znajduje się między innymi fundusz NML Capital, będący własnością Elliot Management Corporation – funduszu należącego do konserwatywnego miliardera Paula Singera. Fundusz ten stał się właścicielem kawałka argentyńskiego długu, kupując go za niewielkie pieniądze na rynku wtórnym i jednocześnie nie zgadzając się na redukcję argentyńskich zobowiązań. Kiedy stało się jasne, że rząd w Buenos Aires nie zamierza wypłacać pełnych kwot zobowiązań, powiększonych w dodatku o odsetki, przedstawiciele funduszu weszli na ścieżkę sądową. Batalie przed kolejnymi instancjami trwały długo. Wreszcie wyrok w tej sprawie wydał Sąd Najwyższy USA.

Zgodnie z nim Argentyna nie może dokonać spłaty zobowiązań we wspomnianej już wysokości 907 mln dol. bez jednoczesnego uregulowania należności względem wierzycieli będących w posiadaniu niezrestrukturyzowanego długu, m.in. funduszowi NML Capital, któremu kraj razem z odsetkami jest winny 1,5 mld dol. Sąd wskazał, że rząd w Buenos Aires musi traktować wszystkich swoich wierzycieli po równo i nie może wybierać, komu zapłacić wcześniej, a komu później. Podniesiono także, że Argentyńczycy nie wprowadzili u siebie klauzuli, na mocy której ustalenia między rządem a większością wierzycieli są obowiązujące także dla tych posiadaczy długu, którzy nie dogadali się z władzami. Obecności takiej klauzuli dopilnowali np. przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego podczas restrukturyzacji greckiego długu w latach 2011–2012. W związku z orzeczeniem sąd nakazał wstrzymanie spłaty do momentu, kiedy Argentyńczycy dogadają się z pozostałymi wierzycielami.

Na razie jednak władze robią dobrą minę do złej gry. Prezydent kraju Cristina Kirchner w odpowiedzi na orzeczenie sądu powiedziała, że nie będzie szantażowana przez „sępy z funduszy”. Doskonale rozumie, że spłacenie 1,5 mld dol. MNL Capital może stworzyć niebezpieczny precedens i skłonić pozostałych wierzycieli do domagania się pełnej należnej im sumy. Ocenia się, że wysokość takich zobowiązań to kolejne 15 mld dol., czyli więcej niż połowa obecnych rezerw walutowych kraju. A te nie wzrosną, bo gospodarka Argentyny ma się fatalnie. PKB stoi w miejscu, bezrobocie zaczyna znów rosnąć, podobnie jak deficyt budżetowy. I żaden sportowy sukces nie przykryje na dłużej problemów, których z tego powodu doświadczają mieszkańcy. Pomimo wysokich transferów socjalnych utrzymywanych podczas rządów prezydent Kirchner w kraju panuje ubóstwo. Oficjalnie jest tylko 1,2 mln biednych, ale według np. Katolickiego Uniwersytetu Argentyny wartość ta plasuje się raczej w okolicach 10 mln.

W tym roku odbył się już strajk generalny, a władzami wstrząsnął skandal korupcyjny z byłym ministrem gospodarki, a obecnym wiceprezydentem Amado Boudou w roli głównej. Dlatego w najbliższych miesiącach sytuacja na ulicach Buenos Aires i innych miast może się nagle diametralnie pogorszyć – a tłumy radosnych kibiców zastąpią demonstracje rozwścieczonych obywateli.

166. miejsce w Indeksie Wolności Gospodarczej 2014

126. miejsce w światowym rankingu Doing Business 2014

164. miejsce w rankingu Doing Business 2014 pod względem łatwości zakładania biznesu

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj