– zauważa prof. Marian Noga, zastępca przewodniczącego Rady Nadzorczej KGHM TFI SA. Mimo tylu lat funkcjonowania w Polsce wolnego rynku, otwartych granic, poznawania świata nie udało nam się pozbyć destruktywnej, antyrozwojowej mentalności, każącej uznawać za podejrzany, wątpliwy czy gorszy każdy przejaw przedsiębiorczości, każdą oznakę finansowego sukcesu. Z drugiej strony miliony z nas zasiadają przed telewizorami, a tysiące na stadionach, w podnieceniu obserwując walkę o medale naszych sportowców. Zdzieramy gardła, ciesząc się z tych rzadkich chwil, gdy Polak pierwszy dopadnie mety, strzeli bramkę czy skoczy najdalej. Wtedy szczęśliwi rzucamy się sobie w ramiona, wznosimy toasty, upojeni radością, przekonani o wielkości narodu. Ranek przynosi kaca, medal blaknie, wraca szara rzeczywistość. I tak od mundialu do mundialu, od pucharu do pucharu, ligi, mistrzostw...
Jesteśmy żądni igrzysk i chleba, ale jedynie sportowe osiągnięcia napędzają nasze emocje i są impulsem do wybuchu patriotyzmu i wielbienia. Z chlebem już nie dajemy sobie rady. Sukcesy polskich przedsiębiorców są dla nas ciemną stroną życia, zarabianie pieniędzy – brudną koniecznością, niespełnialnym marzeniem, które sprowadzamy do wstydliwej potrzeby fizjologicznej. Z jednej strony śnimy o bogactwie. Z drugiej – jest dla nas owocem oszustwa, nieuczciwości, cwaniactwa, wykorzystania innych, wręcz zbrodnią. Co czyni nas tak bezinteresownie zawistnymi? Skąd bierze się ta podświadoma, permanentna zazdrość? Ten imperatyw narzekania?
Gloria victis
Niestety, czy to nam się podoba, czy nie, dźwigamy bagaż historycznych obciążeń. W zdrowych demokratycznych społeczeństwach – jak zauważa w swoich badaniach prof. Bogdan Wojciszke ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej – warunkiem skutecznego funkcjonowania systemu społecznego jest powszechne przekonanie o jego prawomocności – że wszelkie dobra materialne i władza są sprawiedliwie dzielone. W takim systemie ten, kto odznacza się cnotą, pracowitością, umiejętnościami, jest wynagradzany, zaś kombinator – sekowany. Podporządkowanie się regułom jest więc bardziej opłacalne niż ich łamanie. Społeczeństwa wychowywane w takim otoczeniu legitymizują zastaną rzeczywistość, wierzą w sens stanowionych zasad, wręcz tworzą mity, które je uzasadniają. Taka wiara w sprawiedliwość ich świata jest wprawdzie złudzeniem, ale wyzwala myślenie konstruktywne, tworzące może i złudną, ale budującą mentalność.
Z dwóch zdarzeń w tej samej firmie – zwolnienie jednego pracownika i podwyżka dla drugiego – przekonani o prawomocności systemu uznają decyzję szefów za racjonalną, korzystną dla rozwoju zakładu i całej załogi. Wierzą bowiem, że nagrodzono tego, któremu się należało za ciężką pracę, a ukarano lenia zagrażającemu ogółowi. Społeczeństwa, jak polskie, postrzegające swój świat jako porządek im wrogi, ocenią ruch kierownictwa firmy za potwierdzenie istniejącej niesprawiedliwości. Zwolniony to z pewnością ofiara nieludzkiego zarządu, a podwyżka – efekt układu i lizusostwa.
Polacy – przekonuje w swoich pracach prof. Wojciszke – zamiast tworzyć mity uzasadniające porządek społeczny, produkują mitologie, które go podważają. Powodzenie wymaga rozpychania się łokciami, sukces to efekt cwaniactwa i znajomości. Bogaci są może i kompetentni, ale z pewnością niemoralni, bo dorobili się i zabierają biednym . – – wyjaśnia dr Dorota Krzemionka-Brózda z Instytutu Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor naukowy czasopisma „Charaktery”.
W tak postrzeganym systemie karmimy się przekonaniami, że nam się nie udało tylko dlatego, iż inni nam to uniemożliwili. – – tłumaczy prof. Jolanta Kopka, socjolog ze Społecznej Akademii Nauk w Łodzi. Przyznaje, że w Polsce trudno chwalić się sukcesem, bo podejrzliwość to dość powszechna cecha. Zakładamy z góry, często generalizując swoje lub cudze obserwacje i doświadczenia, że jeśli komuś się powiodło, to nie z wykorzystaniem takich cech jak pracowitość, zdolności, uczciwość, zaangażowanie. Widzimy w tym raczej efekt kombinowania, korupcji, sprytu, cwaniactwa.
Amerykanie wierzą w dobro
Już Melchior Wańkowicz mówił o polskim kundlizmie, bezinteresownej zawiści. Dziś niewiele się zmieniło. – – zauważa prof. Kopka.
Od pokoleń, niezależnie od ustroju, przekazujemy bowiem swoim dzieciom destrukcyjny mechanizm myślenia. Wprawdzie pracujemy, zakładamy firmy, nawet się bogacimy, ale i tak nie wierzymy, że sukces można osiągnąć uczciwą drogą. – – podkreśla prof. Marian Noga.
W Stanach Zjednoczonych od przedszkola kształtuje się w dzieciach pozytywne nawyki i postawy, które pomagają odnaleźć się w gospodarce rynkowej. Popularny serial „Ulica Sezamkowa” pokazuje np. mechanizmy oszustw. Gdy Ciasteczkowy Potwór naciąga Konia Bustera, jest nie tylko od razu piętnowany, ale bajka tłumaczy też, jak takie nieuczciwe praktyki negatywnie wpływają na całą społeczność. W ten sposób Amerykanie już od najmłodszych lat są przekonywani o zaletach uczciwości w prowadzeniu biznesu. – – mówi z naciskiem prof. Andrzej Falkowski, dyrektor Instytutu Psychologii Ekonomicznej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.
Porównując nasze i amerykańskie społeczeństwa, oba uznawane za silnie zindywidualizowane, naukowcy podkreślają zasadnicze różnice w podejściu do losu. – – tłumaczy dr Dorota Krzemionka-Brózda.
Kultura narzekania
Realny brak ułańskiej fantazji to niejedyny problem. Jesteśmy też mistrzami w narzekaniu. Badający od lat ten fenomen psychologowie prof. Bogdan Wojciszke i dr Wiesław Baryła zaobserwowali pewien paradoks: narzekamy po to, by poprawić sobie samopoczucie i humor, lecz im częściej to robimy, tym bardziej stajemy się ponurzy. Zgłębiając tego przyczyny, doszli do wniosku, że z narzekania stworzyliśmy m.in. narzędzie autoprezentacji. Psiocząc na jakość towarów czy usług, kształtujemy swój wizerunek osoby subtelnej, o wyrafinowanych gustach, umiejącej rozróżnić szmirę od sztuki, tandetę od wysokiej jakości produktów. Narzekając zaś na szefów, firmy, źle działające mechanizmy gospodarcze, roztaczamy wokół siebie aurę naszej wielkiej wiedzy i kompetencji. Z kolei mówienie o złej sytuacji wokół nas usprawiedliwia naszą porażkę. Bo gdyby nie okoliczności, to z pewnością by się udało. Wreszcie narzekanie to sposób na przedstawianie siebie w pozytywnym świetle, bez obawy o zarzut zarozumialstwa. Chwalimy się sukcesem, awansem czy zakupem luksusowego dobra, od razu go deprecjonując. Że tyle teraz mamy pracy, że marna płaca, że nasze nowe terenowe auto ma skrzypiące fotele, a przegląd techniczny kosztuje niebywałe pieniądze.
Według psychologów mamy jeszcze jedną strategię autoprezentacji – przedstawianie siebie jako osoby cierpiącej i ciężko doświadczonej przez los. Profesor Wojciszke i dr Baryła tłumaczą to dość odważnie. – zauważają w swojej pracy „Kultura narzekania i jej psychologiczne konsekwencje”.
Panuje w naszym kraju swoisty kult porażki – traktowanej jak zdarzenie, które uszlachetnia. Ulegamy złudzeniu patetycznemu, zgodnie z którym ten, kto cierpi, traci i ponosi porażkę, wydaje się bardziej moralny. I bliżej mu do innych ludzi – to zjawisko prof. Rafał Ohme nazwał poszukiwaniem towarzyszy niedoli.
Dlatego tak chętnie upamiętniamy klęski narodowe, a martyrologia ma zawsze pierwszeństwo. Jak głęboko trzeba mieć zakorzeniony kult porażek, żeby – jak to zrobili w 2003 r. radni w Siemiatyczach – w uchwale podać nazwę ulicy „Obrońców Monte Cassino”. Radni przekonywali, że to zwykła pomyłka pisarska, ale Zygmund Freud miałby na to swoje wytłumaczenie. – – tłumaczy dr Dorota Krzemionka-Brózda.
A poprawiamy sobie narodowe samopoczucie, źle myśląc o innych. Niemcy są głośni, Czesi tchórzliwi, a Rosjanie nieuprzejmi. Mamy, jak mówi prof. Bogdan Wojciszke, narodową skłonność do myślenia, że świat jest gorszy od nas. I w tym kontekście z nami jest całkiem nieźle.
Obciążeni historią
Historyczne zaszłości są jak kula u nogi. Tu ma korzenie nasza niechęć do przestrzegania prawa, podświadome odrzucanie systemu społecznego czy naturalna podejrzliwość wobec ludzi sukcesu. Przez całe wieki nie mieliśmy dużych grup społecznych, które z przestrzegania reguł odnosiłyby korzyści i powszechnie wpajały potomkom zalety praworządności i uczciwości. Przeciwnie – brak państwa, normy narzucone przez obcych kreowały opór, a kto w tych warunkach osiągnął sukces, z pewnością kolaborował. Gdy dodamy do tego przekonanie o wyższości moralnej ubóstwa i szukanie przyczyn własnych porażek w spisku innych, otrzymujemy narodowy koktajl zawistnego ponuractwa, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Tak było podczas zaborów, okupacji i komunizmu. Tak jest i dzisiaj.
– – podkreśla prof. Andrzej Falkowski.
Psycholog dodaje, że w najnowszej Polsce taką antybiznesową postawę utrwalają media i politycy. Dla zapewnienia oglądalności i czytelnictwa nagłaśnia się afery gospodarcze, a spory polityczne opierają się praktycznie wyłącznie na wytykaniu, kto komu ile ukradł albo pozwolił ukraść. Do tego dochodzi przeświadczenie, że oszuści unikają kary, bo państwo jest słabe i nieudolne. – – opowiada prof. Falkowski.
Biznesmeni nas wkurzają
Stąd być może, przypuszcza wykładowca warszawskiej uczelni, nasze uwielbienie dla sportowców i bezkrytyczne radowanie się z ich sukcesów. Bo choć w sporcie też są afery z nielegalnym dopingiem czy przekupionym meczem, to wykryte natychmiast dyskwalifikują sprawców. Sytuacja jest więc klarowna w odróżnieniu od mętnych kulis świata finansów. –– wyjaśnia prof. Jolanta Kopka. Nawet jeśli uznajemy, że niektórzy sportowcy zarabiają więcej, niż powinni, jesteśmy skłonni im tego nie wypominać, dopóki wygrywają. Identyfikujemy się z ich sukcesem, pławimy w odbitym blasku ich chwały. Gdy odnoszą sukces, mówimy , dopiero gdy jest gorzej, uruchamiamy mechanizm zawiści, bo .
Przedsiębiorcy odnoszący sukces nas nie inspirują. Nie podziwiamy ich wysiłku, choć uznajemy ich kompetencje. Odnosimy się z szacunkiem, lecz jednocześnie im zazdrościmy, spada wobec nich nasza sympatia i ocena ich moralności, „bo kto ma kasę, uczciwym być przecież nie może”. W ich przypadku, odwrotnie niż w odniesieniu do sportowców, uruchamiamy mechanizm zawiści, gdy wygrywają. Należą bowiem do naszej rzeczywistości, naszego porządku, który niestety weryfikuje także nas samych.
– – ocenia Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Polbank.
Bankowiec sądzi jednak, że ta niechęć objawia się głównie w mikroskali – zazdrości wobec lokalnego biznesmena wynikającej z porównania statusu majątkowego. – – dodaje biznesmen.
Podobnego zdania jest Igor Chalupec, były prezes PKN Orlen, prezes firmy doradczej Icentis Corporate Solutions. Jego zdaniem fatalna ocena polskiego biznesu przez zwykłego obywatela wynika przede wszystkim z osobistych negatywnych doświadczeń na lokalnym rynku. – – tłumaczy Igor Chalupec.
Finansista dodaje, że efekt zawiści widać najczęściej w mniejszych miejscowościach, gdzie wystarczy mieć tylko trochę lepszy samochód, dom, by rzucać się w oczy i razić sąsiadów bogactwem. Z drugiej strony biznesmen przyznaje, że kryzys i wysokie bezrobocie sprzyjają wykorzystywaniu przez nieuczciwych przedsiębiorców swoich pracowników – plagą jest zatrudnianie na czarno i niepłacenie pensji. A to rzutuje na wizerunek także tych z pierwszej ligi. – – przekonuje były szef Orlenu.
Gorzej niż w Rosji
– – zauważa z kolei prezes PKO Banku Polskiego Zbigniew Jagiełło.
Podkreśla, że to, jak daleko zaszliśmy przez ponad 20 lat transformacji gospodarczej, w dużej mierze jest zasługą rodzimych przedsiębiorców. – – chwali prezes największego polskiego banku.
Szefowie banków zgodnie twierdzą, że promowanie polskiej przedsiębiorczości i odbudowa zaufania mogą się realnie przełożyć na wzrost gospodarczy. – – podsumowuje prezes Zbigniew Jagiełło.
Trudno jednak będzie spełnić nadzieje bankowców, skoro po 24 latach życia w wolnej Polsce ponad 75 proc. z nas uważa, że sukces można osiągnąć tylko dzięki znajomościom i nieuczciwym metodom. Według badań TNS OBOP zaledwie ok. 14 proc. widzi w sukcesie efekt ciężkiej pracy, talentu i zdolności.
Jak mamy promować przedsiębiorców, cieszyć się z ich sukcesów, skoro bijemy rekordy donosicielstwa. Polacy wręcz bombardują urzędy skarbowe donosami, w 2012 r. było ich ok. 30 tys., najwięcej w historii.
Jak mamy zacząć patrzeć pozytywnie na biznesmenów, skoro oni sami uważają, że bardzo często łamią zasady etyczne. W badaniu przeprowadzonym przez Crido Taxand, Pracodawców RP i ICAN Institute aż 75 proc. przedstawicieli firm – specjalistów i menedżerów – widzi łamanie standardów etycznych w miejscu ich pracy.
– – nie szczędzi gorzkich słów znany bankowiec. Nie chce ujawniać nazwiska, bo – jak tłumaczy – niezręcznie byłoby mu stanąć w roli pouczającego kolegów.
Finansista chciałby, żeby w Polsce było jak w Rosji. – – podsumowuje bankowiec.
Polacy nie rozróżniają w swoich ocenach biznesmenów. Dla nich cała grupa jest podejrzana. A przecież ci najwięksi, odnoszący sukcesy na rynkach międzynarodowych, to już światowa klasa. Od pewnej skali po prostu nie opłaca się kantować