Państwa eurolandu, wyciągając wnioski z kryzysu, zaczynają zacieśniać współpracę nie oglądając się na innych. Groźba podziału Europy powinna, według niektórych, przyspieszyć wejście Polski do strefy euro, według innych jest przesadzona.

Reklama

To pachnie szantażem - ktoś podsuwa nam niejasne propozycje polityczne i mówi, że to coś tak atrakcyjnego, że powinniśmy się pchać tak szybko jak to możliwe. Odrzucam taka logikę. Dziś wchodzenie do strefy euro to skok do basenu, w którym nie wiadomo czy jest woda - komentuje w rozmowie z Polskim Radiem europoseł PiS Konrad Szymański i dodaje, że trzeba poczekać na zakończenie reform w strefie euro.

Innego zdania jest deputowany PO Jacek Saryusz-Wolski. Jego zdaniem, Polska powinna uczestniczyć w tych reformach i zrobić wszystko, by do odpływającego statku jakim jest strefa euro, być przymocowana trapem, lub liną cumowniczą.

Powinna być nasza niezgoda, żeby nas pozostawić na brzegu, bo nasze miejsce jest w głównym nurcie integracji europejskiej, a nie na peryferiach - powiedział Polskiemu Radiu europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Strefa euro już zdecydowała się na ściślejsze zarządzanie gospodarcze, osobny budżet, a niewykluczone że i odrębne struktury instytucjonalne - to plany na kolejne lata.