Mimo uspokajających sygnałów płynących z resortu gospodarki sytuacja nie jest wesoła. Z raportu opracowanego przez Coface Poland i zestawienia wywiadowni gospodarczej Soliditet Polska wynika, że w smutnej dyscyplinie bankructw osiągnęliśmy najgorszy wynik od pięciu lat. Przy czym liczba 181 to wynik niepełny, na dzień 29 marca, więc należy go powiększyć przynajmniej o 20 przypadków. Ale i tak wyższy o 80 proc. od tego zanotowanego w przedkryzysowym 2008 r., kiedy w I kwartale działalność zakończyło 101 firm. Z kolei w I kwartale 2011 r. na drodze sądowej upadło ich 179. I wszystko wskazuje na to, że w tym roku liczba bankructw może przekroczyć 800.

Wszystkie trzy firmy monitorujące upadłości w Polsce – Coface Poland, Soliditet Polska oraz Euler Hermes – uważają, że to efekt sytuacji w budownictwie, gdzie zbankrutowało o 68 proc. więcej firm niż przed rokiem. Upadłości z tego sektora to obecnie ponad 23 proc. wszystkich przypadków niewypłacalności, gdy dwa lata temu było to 10 proc. To tym bardziej niepokojące, że wiele dużych inwestycji infrastrukturalnych jeszcze się nie skończyło.

Na rosnących zatorach najbardziej cierpią małe firmy wykonawcze o małych zasobach kapitałowych. Lepiej jest w przemyśle, który wciąż korzysta z rozwijającego się eksportu i znaczącego popytu wewnętrznego - mówi Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka ubezpieczyciela należności Coface Poland. W sektorze przemysłowym liczba upadłości zmniejszyła się o 14 proc. Według Soliditet Polska poprawiła się też sytuacja w branży transportowej, gdzie liczba upadłości spadła o 38 proc. Jednak z powodu rosnących cen paliwa należy oczekiwać odwrócenia tego trendu - uważa Tomasz Starzyk, ekspert Soliditet Polska.

Pod względem województw najwięcej upadłości było w mazowieckim, śląskim i dolnośląskim. Tu zarejestrowanych jest najwięcej firm, dlatego i bankructw jest najwięcej – mówi Marcin Peterlik, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarską Rynkową. Najwyższe wzrosty upadłości były w woj. podkarpackim i lubelskim (ok. 300-proc. wzrost), opolskim (150-proc.), świętokrzyskim i pomorskim (100-proc.). Ale w łódzkim liczba upadłości zmalała o 78 proc., a w kujawsko-pomorskim o 57 proc. – mówi Starzyk.

Niewypłacalność w większości dotyczy małych i średnich podmiotów, więc na sytuację na rynku pracy nie ma to jeszcze dużego wpływu. Na blisko 55 proc. firm, o których dane posiadał Coface, 37 proc. to te z obrotem do 5 mln zł, a 54 proc. z przychodami między 5 mln a 50 mln zł. Bankructwa wśród dużych firm mających powyżej 100 mln zł obrotów stanowiły tylko 4 proc. Pod względem długości działania wśród bankrutów dominują firmy ze stażem do 5 lat, ale rośnie liczba firm z dużym stażem. Największy wzrost upadłości nastąpił w spółkach działających powyżej 16 lat – o 100 proc. – i w przedziale powyżej 20 lat – o 50 proc.

Trzeba też pamiętać, że bankructwa w sądach to odprysk wszystkich likwidacji działalności na rynku. Tylko w 2011 r. zostało wyrejestrowanych po numerze REGON ponad 370 tys. firm. Większość zamyka działalność po cichu, gdyż nie mają środków na prowadzenie postępowania upadłościowego. Z mikroprzedsiębiorstw utworzonych w 2005 r. do dziś działa zaledwie co trzecie.