Dziennik Gazeta Prawana logo

Amerykanie bojkotują BP za wyciek

5 lipca 2010, 12:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Amerykanie bojkotują BP za wyciek
AP
British Petroleum ma kolejny problem. Nie dość, że usuwanie ropy z Zatoki Meksykańskiej kosztowało koncern już 2 mld dolarów, to każdego dnia koncern traci kilkaset tysięcy wskutek bojkotu klientów.

BP ma obecnie w USA ponad 11 tys. stacji benzynowych. Ich właściciele skarżą się, że w efekcie protestu ich zyski spadły nawet o 40 proc. Na dodatek objął on nie tylko stacje w stanach nad Zatoką Meksykańską (Teksas, Missisipi, Alabama i Luizjana), które najbardziej cierpią z powodu wycieku ropy, ale nawet te pod granicą kanadyjską.

- Gdy tylko w telewizji ukazały się pierwsze zdjęcia ptaków pokrytych ropą, ludzie przestali u nas tankować - mówi Paola Soldevilla, szefowa stacji BP w Pembroke Pines na Florydzie. - Przecież nie będę wspierał firmy, która niszczy środowisko - tłumaczy Vincent Connolly, który na międzystanowej autostradzie 480 koło Cleveland omijał stacje z logo BP.

Akcja obywatelskiego bojkotu, do której Amerykanie są zachęcani głównie przez internetowe portale społecznościowe, to kolejny problem, z którym musi się zmierzyć BP. Na razie sobie z nim nie radzi, więc go lekceważy. Tak było zresztą i z samą katastrofą - gdy 20 kwietnia doszło do wybuchu na platformie wiertniczej Deepwater Horizon, BP twierdziło, że skażenie środowiska będzie minimalne, a wyciek ropy zostanie szybko powstrzymany. Teraz okazuje się, że dopiero za kilka tygodni zostanie podjęta próba zabetonowania szybu.

Te kilka tygodni dla właścicieli stacji związanych wieloletnimi umowami z BP może być bolesne. - Jesteśmy z nimi w kontakcie i pomagamy im w uporaniu się ze skutkami katastrofy - zapewnia rzecznik BP Scott Dean. Dodał, że koncern wprowadził dla nich ulgi, by tańsze paliwo przyciągnęło na stacje kierowców. Jednak szef Florida Petroleum Marketers & Convenience Store Association Jim Smith ujawnił, że BP obniżyło cenę galonu (3,78 l) benzyny o... jednego centa. - To chyba niezbyt wiele - mówi z przekąsem.

W amerykańskich mediach protest kierowców jest już określany jako pierwszy udany ekologiczny bojkot w historii. - Z pierwszą próbą mieliśmy do czynienia po katastrofie tankowca Exxon Valdez w 1989 roku. Wówczas na cenzurowanym znalazła się firma Exxon Mobil. Dopiero teraz możemy mówić o prawdziwym bojkocie - mówi znany amerykański pastor i polityk Jesse Jackson.

Choć na razie BP lekceważy protest kierowców, wszystko wskazuje na to, że niedługo firma będzie musiała zmienić politykę. Już teraz koncern traci dziennie z powodu bojkotu nawet kilkaset tysięcy dolarów, które dokładają się do ogólnego rachunku kosztów katastrofy idącego w miliardy dolarów. A wściekłość Amerykanów - wywołana nieudanymi próbami powstrzymania wycieku - rośnie i coraz częściej padają żądania podjęcia radykalnych działań wymierzonych w BP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj