p
Obecnie operatorzy wysyłający klientów za granicę muszą płacić składki od sum gwarancji, określonych jako 6 proc. rocznych przychodów z tytułu organizowania imprez turystycznych na rzecz klientów. Według projektu ustawy miałoby to być nie mniej niż 12 proc. od ogółu prognozowanych rocznych przychodów.
". Liczyliśmy się więc z tym, że suma gwarancji ulegnie zwiększeniu, bo faktycznie była niewystarczająca" – mówi Józef Ratajski. Pieniądze z tytułu gwarancji starczały bowiem najwyżej na sprowadzenie turystów z zagranicy. Osoby, które w ogóle nie wyjechały, miały trudności z uzyskaniem zwrotu kosztów imprezy, nie mówiąc już o odszkodowaniu.
To niejedyny problem firm turystycznych. Obecnie składki są wyliczane w oparciu o dane za zamknięty rok, a ustawodawca chce, żeby wyliczać je od prognoz. Ubezpieczyciele obawiają się, że firmy turystyczne będą zaniżać te wartości, żeby płacić niższe składki. "" – zauważa Piotr Henicz z Itaki.
– jak to jest obecnie, ale w każdym przypadku niewykonania zobowiązań przez firmę turystyczną. Oznaczałoby to konieczność zaspokajania z polisy wszelkich roszczeń, np. wynikających z opóźnienia lotu, anulowania wyjazdu, zmiany standardu hotelu.
>>> Jedź do Hiszpanii. Tam są tanie hotele
"Proponujemy, żeby ta kwestia została uregulowana w ustawie zgodnie z art. 7 unijnej Dyrektywy 314" – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Oznaczałoby to, że organizator, będący stroną umowy, powinien zapewnić dostateczne zabezpieczenie umożliwiające zwrot nadpłaconych pieniędzy oraz powrót konsumenta z podróży na wypadek swojej niewypłacalności.
Dla towarzystw czy banków zajmowanie się takimi drobnymi roszczeniami byłoby sporym i kosztownym problemem. Tym bardziej że ustawa przewiduje, że roszczenia z tytułu gwarancji, umów ubezpieczenia czy innego rodzaju zabezpieczeń będą kierowane bezpośrednio do gwaranta.
>>> Przed kryzysem uciekamy w tropiki
Ciekawostką jest też stworzenie alternatywnego rozwiązania: Możliwy jest także scenariusz, w którym klienci przed wyjazdem wpłacają pieniądze na rachunek powierniczy, z którego organizator wycieczki dostaje pieniądze dopiero po szczęśliwym powrocie turystów. "To ingerencja w swobodę umów, która na dodatek nie ma uzasadnienia ekonomicznego" – mówi Igor Janik, adwokat współpracujący z biurem podróży Itaka.
Jak dodaje, to rozwiązanie utrudniłoby działalność biurom, które jeszcze przed sezonem muszą opłacić miejsca w hotelu czy w samolocie.