Wczoraj blady strach padł także na większość instytucji finansowych w Europie. Ich menedżerowie nerwowo przeglądają bilanse w poszukiwaniu związków z piramidą oszusta z USA.

Reklama

Skandal finansowy, który pogrzebał fortunę wartą nawet 50 mld dol., ujawnił słabość amerykańskiego systemu nadzoru finansowego. Ale nie tylko. Wczoraj okazało się także, że nawet najbardziej wyspecjalizowani finansiści Europy przez dziesięciolecia nie byli w stanie rozpoznać prostego mechanizmu oszustwa: finansowania dywidend swoich klientów z wpłat kolejnych, potencjalnych ofiar.

Na ujawnionej wczoraj liście banków, które straciły setki milionów, a nawet miliardy euro z powodu oszustw założyciela Nasdaq, znajdują się najbardziej prestiżowe marki świata finansów. Zdaniem szwajcarskiego dziennika "Le Temps" aż 90 proc. genewskich banków inwestycyjnych jest umoczonych w skandalu, i to na łączną kwotę 5 mld dol. Listę otwiera elitarny Union Bancaire Privee, który oferował swoje usługi jedynie najbogatszym klientom. UBP przyznał się już do straty 630 mln euro. Poniesie ją jednak niemal w całości nie bank, ale jego klienci. Bo bank zwykle tylko pośredniczył w inwestycjach w fundusz Madoffa. Jeszcze więcej (700 mln euro) stracił inny szwajcarski bank Bendassat & Cie, a elitarny bank Reichmuth Matterhorn przyznał się wczoraj do straty 240 mln euro.

"Dziś jest jasne, że tzw. prywatna bankowość dla najbogatszych klientów to czysty chwyt marketingowy, za którym nie idzie lepsza jakość usług. Finansiści lekką ręką inwestują w nawet najbardziej nieprawdopodobne fundusze, bo to nie ich pieniądze, tylko cudze" - tłumaczy w rozmowie z DZIENNIKIEM Martin Weale, dyrektor londyńskiego National Institute for Economic and Social Research. Skutek? Ludzie przestaną ufać finansistom - komentuje Weale.

Skandal wywołał tak wielki szok, że Nicola Horlick, prezes brytyjskiego funduszu inwestycyjnego Bramdean Investments, który sam poniósł poważne straty z powodu Madoffa, uznała wczoraj, że dalsze inwestowanie na rynku amerykańskim jest zbyt ryzykowne. "Amerykański nadzór banków przez lata, może nawet dziesięciolecia, nie wypełniał swoich zadań" - uznała w wywiadzie dla BBC.

W Europie skandal jest szczególnie bolesny dla Santandera - największego banku w strefie euro. Hiszpańska instytucja do tej pory uchodziła za jedną z nielicznych instytucji, które przetrwały bez większych strat kryzys finansowy. Jednak wczoraj okazało się, że Santander bezpowrotnie utracił z powodu Madoffa kolosalną kwotę 2,3 mld euro. Lwia część tych aktywów należała do elitarnych klientów - tych o szczególnie zasobnych portfelach. Największy bank Francji BNP Paribas, który również do tej pory wyszedł bez większego szwanku z kryzysu, przyznał się wczoraj do utraty blisko pół miliarda dolarów. Z kolei jeden z największych banków Wielkiej Brytanii Royal Bank of Scotland, któremu nie dalej jak kilka tygodni temu budżet państwa wypłacił miliardy funtów funduszy ratunkowych - poinformował o zainwestowaniu ponad 400 mln funtów w fundusze Madoffa. Nabrać dał się także Vincent Tchenguiz, jeden z najbogatszych Brytyjczyków. Współpraca z Bernardem Madoffem będzie go kosztowała przynajmniej 60 mln dol.