Dwa miesiące na USG, miesiąc do dentysty, dwa tygodnie do ginekologa - tyle trzeba czekać czasami w prywatnych lecznicach. Wada kulawego, publicznego systemu zdrowia udziela się prywatnemu. Polacy tak go polubili, że aż się zakorkował. Poza czasem oczekiwania i liczbą pacjentów rosną też ceny. Spada jedynie... jakość leczenia.
Jak szacuje "Gazeta Prawna" w przyszłym roku z prywatnych szpitali i przychodni skorzystają 2 miliony Polaków. Zostawimy tam 5 miliardów złotych, głównie w abonamentach. I nie odstraszają nas, rosnące średnio 25 proc. rocznie, ceny usług. Bo udział w rynku prywatnej służby zdrowia wzrósł w ciągu kilku lat z 1 do 10 proc. Spółki zarabiają na tym krocie. Niestety, kosztem pacjentów.
"Okresowo w niektórych lokalizacjach poziom dostępności usług ulega wahaniom" - przyznaje dyplomatycznie Bartosz Maciejewski z Medicovera. Dobrze jest wtedy jak płacisz abonament i nie chorujesz - takie głosy można usłyszeć coraz częściej od rozgoryczonych pacjentów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|