Ludzie w całym kraju z niepokojem myślą o przyszłorocznych podwyżkach cen. Przecież podrożeć ma nie tylko prąd. Więcej trzeba będzie wydawać na jedzenie i paliwo. Najbiedniejsi już zaciskają pasa. Tymczasem producenci energii jeszcze przed nowym rokiem chcą z nas wycisnąć ostatnie grosze. I w tym właśnie celu podbijają ceny.

Manewr, który zastosowali, jest prosty. Wykorzystują to, że przysyłane przez nich rachunki płacimy z góry. Kwoty, które są wypisane na blankietach, to prognozy, czyli przewidywania zakładu, ile zużyjemy prądu w przyszłości. Co więc szkodzi odpowiednio prognozowaną kwotę powiększyć… Takie praktyki już zauważyli klienci. Ich rachunki niespodziewanie wzrosły. Nawet o 20 zł.

"Jakim prawem nam to robią" - załamuje ręce Maria Salomonowska z Warszawy. Kobieta ma niewiele ponad 500 zł renty, a za prąd płaci prawie 50 zł miesięcznie. "Jeśli mam płacić więcej za rachunki, to powinnam więcej zarabiać" - mówi pani Maria. "Gdzie tu sprawiedliwość?!" - pyta.

Maleńkim światełkiem w tunelu jest dla pani Marii wypowiedź wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, który obiecał czytelnikom "Faktu", że stanie na drodze producentom energii i nie pozwoli z nas zdzierać. Trzeba jednak działać szybko, bo ceny już są windowane. Dla energetycznych kolosów liczy się tylko zysk.