Makri należy do archipelagu Echinades na Morzu Jońskim i jest piątą co do wielkości wyspą w tej grupie. Wyróżnia się dziką przyrodą, skalistym wybrzeżem oraz turkusową wodą. Na wyspie znajdują się jedynie opuszczone zabudowania, mały dom, kaplica oraz zbiornik na wodę. Nie ma hoteli, ani turystów.
Makri ma powierzchnię około 0,98 km kw. (około 243 akrów). Na jednej części wyspy występują spore zbocza, a druga ma łagodniejszą rzeźbę terenu. Całość porasta gęsty las.
"Klejnot w koronie" dla inwestorów
Kilka lat temu Makri była przedstawiana jako luksusowy raj dla najbogatszych. W 2022 r. agencje nieruchomości po raz pierwszy wystawiły ją na sprzedaż, wtedy cena wynosiła zawrotne 9,2 mln dol. (ponad 33 mln zł). Reklamowano ją jako "klejnot w koronie" dla międzynarodowych inwestorów, idealne miejsce na budowę pięciogwiazdkowego kompleksu hotelowego oraz sieci prywatnych, luksusowych willi.
Teraz Makri pojawiła się na rynku za ułamek tej kwoty. Sytuacja zmieniła się po kolejnej wycenie i analizie prawnej. Wyspa została sklasyfikowana jako prywatny teren leśny. Dodatkowo znajduje się w obszarze objętym ochroną Natura 2000. To praktycznie przekreśliło plany budowy luksusowych hoteli i infrastruktury turystycznej. Za ok. 1 mln zł, czyli cenę pierwotną z akcji można kupić średniej wielkości mieszkanie w Krakowie. Mimo atrakcyjnej stawki brakuje chętnych na kupno.
Ogromne długi do spłaty
Nowy właściciel musiałby przejąć także ogromne długi. Przypisane do wyspy zaległości podatkowe i zadłużenie, w tym zobowiązania wobec państwa greckiego szacowane na 84,7 mln zł. Oprócz tego brakuje tam infrastruktury, więc ewentualny właściciel musiałby doprowadzić prąd, wodę oraz system odbioru nieczystości.
Budowa hotelu lub kurortu wymagałaby specjalnego dekretu prezydenckiego. Według dostępnych informacji taki scenariusz jest uznawany za praktycznie nierealny. Makri jest niemal nietknięta przez człowieka i właśnie dlatego obowiązują tam tak surowe ograniczenia.