Z czym wam się kojarzą pieniądze?

Lena Sommer, lat 11: Bez emocji, to po prostu banknoty, papierki.

Reklama

Mikołaj Pokładnik, lat 13: Kojarzą mi się z przyjemnością. W tym wieku, w którym jestem, nie mam kłopotów finansowych, więc mogę się nimi tylko uszczęśliwiać.

Jan Pokładnik, lat 10: Bardziej mi się kojarzą z czymś fajnym i przyjemnym. Dzięki nim mogę sobie na przykład kupić zestaw lego.

Hela Butkiewicz, lat 11: Kojarzą mi się z samymi dobrymi rzeczami.

Leon Butkiewicz, lat 13: Zdecydowanie z przyjemnością. Można za nie kupić takie rzeczy, które sprawiają dużą frajdę.

Skąd się biorą pieniądze?

Piotr Krukowski, lat 9: Pieniądze są najpierw produkowane w fabryce, a potem przekazywane pracodawcom, którzy wypłacają je pracownikom za pracę. Z naszej perspektywy wygląda to tak, że zarabia je mama i tata i przynoszą je do domu. I stąd się bierze nasz budżet rodzinny, z którego korzystamy wszyscy.

Mikołaj: Z mennicy. Drukujemy je, ale zdaje się, że nie można tego robić bez ograniczeń. A do nas już trafiają w postaci pensji za wykonaną pracę. Albo przez zasiłek, czyli wsparcie ze strony państwa, lub emeryturę.

Lena: Najpierw ktoś decyduje o ich wydrukowaniu, a potem stanowią zapłatę za pracę. Można je też dostać z banku w ramach pożyczki, ale musimy je potem oddać, więc nie mamy ich na własność. Ale także można dostać 500 plus, czyli pieniądze, które państwo daje na nas, dzieci.

Bartłomiej Pokładnik, lat 15: Możemy je też dostać z Unii Europejskiej, tylko wtedy dostają je urzędy, przedsiębiorcy. Ale my korzystamy z tego, co zostaje za nie kupione.

Rys. Katarzyna Siczek, 7 lat / Materiały prasowe

Czym jest w takim razie rodzinny budżet?

Bartłomiej: To są wszystkie pieniądze, które są w rodzinie, a które pochodzą z różnych źródeł. Są potem dzielone na różne wydatki: na utrzymanie, gaz, prąd, na rozrywkę.

Mikołaj: Budżet rodzinny jest tym, co mamy na jedzenie, odzież, utrzymanie samochodu i wydatki związane z życiem. Zarządzają nim rodzice. To oni też odkładają pieniądze na przyjemności, w tym np. na wakacje.

Macie konto w banku?

Reklama

Lena: Nie mam konta w banku i na razie nie jest mi potrzebne. Są dzieci, które mają komunię i wtedy muszą gdzieś odłożyć duże kwoty. Ja komunii nie miałam, więc nie mam też dużego budżetu, którym mogę gospodarować. Za konto, z tego, co wiem, trzeba płacić. Ja natomiast mam tak mało środków, że mi się jego posiadanie po prostu nie opłaca. Więc na razie zbieram pieniądze do słoika. Muszę powiedzieć, słoik jest bardzo wygodnym przedmiotem, wzięłam go z szafki, to stary słoik po miodzie.

Laura Jabłońska, lat 13: Ja mam konto w banku. Założyli mi je rodzice. I to była ich inicjatywa, a nie moja. Posiadanie konta jest wygodne: można bowiem płacić nie tylko gotówką, ale też kartą. Ja różnie płacę, dlatego mam przy sobie zawsze i kartę, i pieniądze. Gotówką płacę, jak nie można użyć karty. Poza tym posiadanie karty jest bezpieczniejsze. Gotówka może wypaść. A jak wypadnie karta, to nie straci się pieniędzy, bo jest zabezpieczona. Pieniądze zostają w banku.

Mikołaj: Ja, jak Lena, też nie mam konta bankowego, bo też mi nie jest potrzebne. Jak chcę sobie coś kupić, to biorę pieniądze, które mam w domu. Mam drobniaki w skarbonce, a banknoty i główne zasoby mam w innym miejscu. Nie powiem jednak jakim.

Leon: Nie mam własnego konta, ale rodzice mają rachunek dla mnie i siostry, gdzie wpłacają 500 plus oraz większe kwoty, które otrzymujemy. Na przykład pieniądze z komunii czy otrzymane na urodziny. Nie mam do niego dostępu, ale wiem, że w przyszłości będę mógł z niego skorzystać.

Bartłomiej: W tym roku idę do szkoły średniej i przez wakacje mam nadzieję, że założę konto. Uważam, że drobne pieniądze warto mieć w domu, pod ręką, a większe kwoty lepiej gromadzić w banku. Także w trakcie pandemii okazało się, że w wielu sklepach proszono o zapłatę kartą, żeby uniknąć przenoszenia wirusa. Płacenie zbliżeniowo okazało się zdrowsze i bezpieczniejsze.

Mikołaj: Przypomniałem sobie, że mam pieniądze z komunii na lokacie, którą założyli mi rodzice.

Lena: Moim zdaniem karta bywa potrzebna, ale czy przy większych środkach? Nie wiem, jakimi kwotami dysponują inni, ale nie mam, jak już mówiłam, tak wielu pieniędzy.

Hela: Nie mam własnego konta w banku, ale mamy z bratem konto, które dla nas otworzyli rodzice, i tam podobno gromadzone są nasze oszczędności. Nie mam natomiast własnej karty, zatem nie mam też swobodnego dostępu do niego.

Dostajecie kieszonkowe?

Jan: Jeszcze nie dostaję kieszonkowego. Ale za każdym razem, jak czegoś potrzebuję, to mi rodzice dają. To znaczy zdarza się, że mi odmawiają, ale zazwyczaj mogę liczyć na zgodę. A szczerze mówiąc, wystarcza mi to, co mam, więc jeszcze nie mam takiej potrzeby, żeby dostawać kieszonkowe.

Leon: Nie mam konta, ale dostaję kieszonkowe. Ale od bardzo niedawna, od kilku miesięcy. Wcześniej było tak, że rodzice mi kupowali różne rzeczy, ale wtedy odejmowali pieniądze z konta oszczędnościowego, które założyli mi i siostrze.

Lena: Oficjalnie mam obiecane 5 zł, które mam dostawać w niedzielę. Ale ponieważ wypłata jest uzależniona od porządku na biurku, to od dłuższego czasu nie dostaję ich. Więc w sumie to teoria, w praktyce nie mam kieszonkowego. W słoiku mam ponad 300 zł, to głównie pieniądze ze stypendium, które dostałam za dobre wyniki od szkoły.

Piotr: Nie mam kieszonkowego. Pieniądze, które mam, dostaję na urodziny, od babci, siostrzeńców albo od wróżki zębuszki. Chciałbym jednak mieć kieszonkowe. I pytałem już o nie mamę. Ale ona powiedziała, że na razie nie będę go dostawał. Myślę jednak, że w przyszłości będę je miał. Na razie jak chcę sobie coś kupić, to proszę rodziców o pieniądze. Gdy jednak pytam o nie, to ich nie dostaję.

Laura: Mam kieszonkowe. Dostaję je co tydzień i pieniądze te wystarczają mi na cały ten czas lub nawet więcej. Dzielę kieszonkowe na pół. Jedną część wydaję, a drugą odkładam. Jeszcze tak nie było, by mi zabrakło do końca tygodnia. Oszczędnie gospodaruję pieniędzmi.

Mikołaj: Jak chodzę do szkoły, to czasem dostaję od rodziców pieniądze, żebym sobie coś kupił, chociażby do jedzenia, czasem rodzina mi daje też pieniądze na Dzień Dziecka czy urodziny, bo mam problem z wymyśleniem, co akurat bym chciał i wtedy od rodziny dostaję gotówkę. Jest taki portfel w sejfie, w którym wszyscy składamy duże pieniądze.

Hela: Dostaję kieszonkowe raz w tygodniu. Z reguły je całe wydaję. Jak się spotykam z przyjaciółką, to wydaję albo na jedzenie, albo inne przyjemności. Na przykład na kosmetyki.

Jesteście oszczędni? Na co odkładacie?

Hela: Mnie jest trudno oszczędzać, a raz jak zbierałam na większą rzecz, to zbierałam do szkatułki zamykanej na kluczyk. Potem ten kluczyk zgubiłam, więc to się nie powiodło. Nawet nie wiem, ile tam jest pieniędzy i nie mam do nich dostępu. I szczerze mówiąc, to już nie pamiętam, na co zbierałam. Może na lalki?

Mój brat sobie zostawia pieniądze. Ale ja nawet jak odłożę, to tylko na kilka dni i potem znów coś kupuję. Staram się wszystkiego nie wydać, ale jak jestem u taty mam obok sklep z kosmetykami, to nie mogę się powstrzymać. Zdarza mi się, że wydam wszystko. Wtedy wiem, że jestem bez pieniędzy i muszę wytrzymać do następnej wypłaty.

Mikołaj: Tak, oszczędzam. Nawet nie mam konkretnego celu, tylko na zapas. Chcę mieć pieniądze na czarną godzinę.

Leon: Kiedyś odkładałem, ale teraz właściwie cała tygodniówka mi schodzi na jedzenie. Częściej niż wcześniej wychodzę ze znajomymi, ostatnio zazwyczaj na deskę, więc wszystko idzie na coś, żebym nie był głodny. A jedzenie na mieście nie jest tanie. W efekcie na koniec miesiąca już nic nie mam. Staram się coś zaoszczędzić, ale jest ciężko. Mam skarbonkę, do której czasem coś wsadzam.

Jan: Odkładam pieniądze na laptop. Nie dostaję kieszonkowego, ale dostałem pieniądze na komunię, które przechowują rodzice.

Laura: Odkładam, ale na drobne wydatki nie szczędzę pieniędzy. Kupuję batoniki czy słodycze. Większych kwot nie wydaję.

Bartek: Ja jestem zdecydowanie oszczędny. Teraz odkładam na kolarkę, czyli na rower. Miałem już pewną pulę, ale zobaczyłem, ile pieniędzy kosztuje model, który mi się najbardziej podoba, i teraz zbieram dalej, żeby móc sobie kupić taki rower, jaki sobie wymarzyłem. Mam nadzieję, że już przed wakacjami uda mi się dokonać zakupu. Kolarka kosztuje od 1500 do 2000 zł. Zbieram już ponad pół roku.

Rys. Kajtek Purzycki, 5 lat / Materiały prasowe

Czy odkładanie jest trudne?

Mikołaj: Jak się czegoś bardzo chce, to się do tego dąży i nie wydaje się na inne rzeczy, które nie są potrzebne, no nie tak bardzo. Najważniejsza jest motywacja.

Lena: Ja na nic nie zbieram. Nie mam żadnego przedmiotu, który byłby wymarzony. Rzeczy, które bym chciała, już mam. Część dostaję na urodziny czy święta, więc nie muszę zbierać. Ale też nie wydaję na głupoty.

Hela: Ja na pewno nie jestem oszczędną osobą, jedyna rzecz, na którą dłużej zbierałam, to mój iPad i iPencil. Chociaż to było trochę inaczej: miałam pieniądze i nie wiedziałam, co z nimi zrobić, bo tata raz nam dał 500 zł i ja nie wydałam ich. A potem pomyślałam, że kupię iPada.

Piotr: Ja na razie kupiłem hulajnogę. Wydałem na nią całe swoje pieniądze. Ale znowu zbieram i już mam oszczędności. Nie mam jednak celu. Choć nie, zaraz – mam jeden. Niedługo będę miał remont pokoju i kupię sobie do niego kilka rzeczy. Jeszcze nie wiem, co to będzie, bo nie widziałem mojego nowego pokoju. Wiem, jak będzie wyglądał, ale nie wiem, jakie będą w nim zabawki. Na razie więc zbieram pieniądze, by potem móc je wydać na to, co będę chciał.

Laura: Oszczędzam pieniądze i mam ich trochę uzbieranych. Mogę powiedzieć, że jestem oszczędna. Gromadzę je na koncie, bo kieszonkowe rodzice wpłacają mi na konto. Nie mam jednak celu, dla którego to robię. Wiem jednak, że jak będę chciała coś sobie kupić, to będę mogła. Wydaję na ubrania. Ale nie za często. Uważam też, że warto zbierać pieniądze. Można to robić, odkładając je. Potem można kupić sobie coś droższego albo coś, co bardzo się chciało.

Mikołaj: Lepiej wyznaczyć sobie jeden duży cel niż wydawać na batoniki, a nawet na mniejsze rzeczy. Logiczne jest to, że to, co my dzieci kupujemy, to nie są rzeczy pierwszej potrzeby, ale kupienie sobie laptopa jest bardziej potrzebne niż klocków lego.

Lena: Zbieranie jest uzależnione od tego, czego potrzebujemy w danym momencie. Jak potrzebuję komputera, to na niego zbieram. Ale jak nie ma dużej potrzeby, to można sobie coś kupić. Nigdy nie miałam porywu, żeby wyjść i kupić zestaw klocków, ale zdarza mi się kupić lody, bo akurat na nie mam ochotę.

Jan: Ja myślę nad wydatkami i robię plany. Nie mam tak – że nagle coś mi się podoba i chcę natychmiast kupić. Jestem w stanie poczekać na coś, co mi się bardziej podoba.

Bartłomiej: Najlepiej jak wydatki łączą przyjemne z pożytecznym. Laptop jest potrzebny do zdalnej nauki, więc jest pożyteczny, ale też można na nim robić wiele rzeczy przyjemnych.

Czy warto oszczędzać?

Mikołaj: Ponieważ w dorosłości będziemy musieli zarządzać większymi kwotami i podejmować o wiele poważniejsze decyzje finansowe, to warto nauczyć się tego już w dzieciństwie. Ponadto uważam, że jeżeli będziemy zbierać na coś przez długi czas, to potem o wiele bardziej będziemy szanować rzecz, na którą w ten sposób uzbieramy potrzebną kwotę.

Lena: Jeżeli będziemy codziennie jeść loda, to można zachorować. Ale mam wrażenie, że często to rodzice – tak wynika z rozmów z moimi znajomymi – pilnują tych większych pieniędzy.

Bartłomiej: Zgadzam się z tym, co mówi Lena. Faktycznie to rodzice często odkładają na konto. Ale ja miałem tak, że z jednej strony część została jako lokata na przyszłość, ale jak chciałem pada do Xboxa, to mogłem z tych pieniędzy skorzystać. Komunię miałem pięć lat temu i jeszcze jakieś pieniądze mi zostały, dołożę je do roweru.

Piotr: Ja też jestem oszczędny. A pieniądze można włożyć do portfela i ukryć go. Można też wpłacić na konto do komputera i tam je zabezpieczyć. Oszczędzanie jest ważne, bo może się okazać, że będzie się potrzebowało pieniędzy, które wcześniej się wydało na coś, co okazało się niepotrzebne.

Wasz najdroższy zakup z własnych pieniędzy to...

Laura: Najwięcej z własnych oszczędności wydałam na prezent dla siostry. Kupiłam jej zestaw kosmetyków. To moja jak dotąd największa inwestycja. Przy zakupie kierowałam się jakością. Kilka dni wcześniej czytałam opinie w internecie na temat zestawów kosmetyków. Na cenę też zwracałam uwagę.

Piotr: Najwięcej jak dotąd wydałem na hulajnogę. Mój kolega miał taką samą i mi ją polecił. Powiedział, że jest fajna. Poza tym jeżdżąc na wycieczki rowerem, widziałem, że taką hulajnogę ma wiele osób. Porównywałem ceny przed zakupem. Niektóre hulajnogi tej firmy, którą wybrałem, są bardzo drogie. Moja kosztowała od jednej z tych drogich trzy razy mniej.

Rys. Ola Peranowska, 12 lat / Materiały prasowe

Jak szukacie produktów?

Mikołaj: Jak będę kupował baton, to nie będę analizował, który jest najlepszy. Jakbym kupował rower – tobym sprawdzał, czy jest wygodny, czy gdzieś jest taniej. Im droższy produkt, tym bardziej bym analizował, czy gdzieś można dostać w lepszej cenie.

Lena: Jak szukałam audiobooków – lubię słuchać Agathy Christie – to sprawdzałam w różnych miejscach cenę.

Bartłomiej: Jak chciałbym kupić spodnie, sprawdziłbym optymalną cenę, ale chciałbym, żeby jakość była dobra. Nie wybrałbym złej jakości tylko dlatego, że są tanie.

Leon: Mój największy zakup to był telefon komórkowy. Długo planowałem ten zakup. Bardzo długo szukałem i w pewnym momencie byłem specem od cen i rodzajów komórek. Szukałem przez pół roku. Ale w ostatnim momencie była promocja na telefon, którego w ogóle nie brałem pod uwagę, bo był za drogi. Więc z dnia na dzień podjąłem decyzję, że kupuję. Bo jest szansa.

Zarobiliście kiedyś sami pieniądze?

Hela: Kilka razy zarobiłam. Wstaję czasem rano przed szkołą i idę na zakupy, wtedy dostaję 5 zł za to od taty. Ale też grałam w reklamie i klipach. Oraz dubbingowałam bajkę na Netflixie. Byłam też opiekunką. I te pieniądze poszły na to moje oszczędnościowe konto trzymane przez rodziców. Ale to inicjatywa rodziców, gdybym ja miała zarządzać, to by ich nie było. Wiem, że jakbym coś chciała, tobym mogła zarobić. Ale nie chciałoby mi się. Na razie wszystko mam. Kiedyś brat zbierał na telefon, ale ja dostałam po tacie i nie musiałam. Na początku chciałam lepszy, ale teraz jestem zadowolona.

Lena: Ja dostałam stypendium – czyli zarobiłam na dobrych ocenach.

Bartłomiej: Ja też na ocenach zarobiłem.

Debatę moderowały i opracowały Patrycja Otto i Klara Klinger