Rząd zaprognozował podwyżkę emerytur i rent na minimalnym poziomie wynikającym z ustawy. Mówi ona, że świadczenia mają wzrosnąć nie mniej niż o wskaźnik inflacji plus 20 proc. wzrostu płac. Tu nie ma zaskoczeń. Decyzje w sprawie podwyżki kwotowej zapadają na ogół później w okolicach przyjmowania projektu budżetu na kolejny rok – zwraca uwagę Łukasz Kozłowski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Reklama

Wiele wskazuje, że tak będzie i tym razem. Choć na razie rząd nie wykłada kart, zanim nie pojawi się z propozycją na Radzie Dialogu Społecznego. Tam będą toczyć się negocjacje, czy podnieść procentowy wskaźnik podwyżki. W ostatnich latach rząd jednak zostawiał go na minimalnym poziomie, a potem samodzielnie proponował dodatkową gwarantowaną minimalną kwotę podwyżki.

W tym roku ten scenariusz może się powtórzyć, chyba że władza przestraszy się skutków epidemii dla finansów publicznych. Pierwotnie resort pracy myślał o minimalnej podwyżce 70 zł dla wszystkich emerytów oraz podwyżce o 100 zł emerytury minimalnej do 1300 zł. Jak pisaliśmy w zeszłym tygodniu, także resort finansów, szykując założenia budżetowe, liczył się z podwyżką 70 zł. Jednak nasi rozmówcy z rządu wskazują, że ostatecznie ta minimalna gwarantowana kwota podwyżki – o ile rząd z nią wyjdzie – będzie skromniejsza i wyniesie 50 zł. Koszt waloryzacji w wersji wyłącznie ustawowej to 9,6 mld zł.

Zwolennicy trzymania się ustawowej podwyżki emerytur podnoszą, że równocześnie mają być mrożone płace w budżetówce. Zwracają też uwagę, że waloryzacja emerytur to tylko jeden ze sposobów zasilania kieszeni seniorów. W przyszłym roku otrzymają jeszcze 13. emeryturę, a do części z nich (ze świadczeniami poniżej 2,9 tys. zł) ma trafić 14.

Ostateczna decyzja w sprawie podwyżki świadczeń zapadnie we wrześniu przy okazji prac nad budżetem. Od kilku lat systematycznie duża część emerytur i rent jest podnoszona nie procentowo, a kwotowo. Pierwszy raz taką podwyżkę zaprognozował jeszcze rząd PO-PSL na 2015 r. Powodem były niskie waloryzacje ustawowe, wynikające z bardzo niskiej inflacji. W efekcie podwyżki kwotowe do niedawna dotyczyły większości rent i emerytur i dlatego te świadczenia rosły szybciej, niż wynikałoby to z ustawowego wzoru. Ten przewiduje, że procentowa podwyżka świadczeń wynika z prognozowanej inflacji, do której dodawany jest wskaźnik co najmniej 0,2 proc. realnego wzrostu płac w danym roku.

Jednak procentowy wskaźnik zapisany w projekcie budżetu jest tylko prognozą. Ostateczny będzie ustalonych podstawie danych o inflacji i wzroście płac w 2020 r. podanych przez GUS na początku przyszłego roku. Dlatego możliwe, że jeśli inflacja będzie wyższa od oczekiwanej, podwyżka będzie większa.

Jednocześnie w rządzie zapadły inne decyzje dotyczące konsekwencji przyjęcia założeń do ustawy budżetowej. Kolejnym istotnym wskaźnikiem jest prognoza wzrostu płacy minimalnej z 2600 do 2800 zł. On jest wyższy, niż wynika z ustawowego wskaźnika. To nietypowa propozycja, na ogół rząd proponował niższy wzrost i podwyższał dopiero sam we wrześniu – podkreśla Łukasz Kozłowski. Dodaje, że oznacza to wzrost płacy minimalnej o 7,7 proc. Czyli będzie rosła ona szybciej niż przeciętne wynagrodzenie. – Na takim poziomie rosło średnie wynagrodzenie przed wybuchem pandemii. Pomimo okoliczności rząd dąży do podniesienia płacy minimalnej, choć nie na takim poziomie, jak wydawało się poprzednio, czyli wzrostu tej płacy do 3 tys. zł – mówi Łukasz Kozłowski. PiS bowiem zaprogramował wzrost płacy minimalnej do 4 tys. zł w 2024 r. i, jak widać, kryzys związany w COVID-19 wymusza korekty tego kursu.

Waloryzacja emerytur - prognoza