Wątpliwości budzi pomysł wypłacenia 13. emerytury w pełnej wysokości (1100 zł) tym, którzy mają świadczenia niższe od minimalnego, zwłaszcza groszowe. Dlaczego dodatkowe pieniądze mają dostać osoby, które zapłaciły np. tylko jedną składkę do ZUS? – pyta Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS i rzecznik finansowy. Podobne wątpliwości ma spora część rządu.

Dlatego są rozpatrywane trzy warianty wypłaty Emerytury plus dla osób z groszowymi świadczeniami: od pełnej, przez częściową, aż po równą pobieranej emeryturze (czyli np. w wysokości 20 gr, jeżeli tyle senior dostaje co miesiąc z ZUS).

Drogi wyborczy manewr

Prawie 7,5 mld zł będzie kosztowała waloryzacja emerytur i rent. Do tego dochodzi Emerytura plus. Na jej wypłatę potrzeba ok. 10,8 mld zł, z czego 9,1 mld zł trafi do klientów ZUS, 1,2 mld do rolników z KRUS i ok. 500 mln do służb mundurowych

Bywały już jednorazowe dodatki dla emerytów, waloryzacja kwotowa czy mieszana i przyzwoita waloryzacja procentowa, ale rząd Prawa i Sprawiedliwości chce przeprowadzić to wszystko naraz. Oczywiście wcześniej wybory także wpływały na decyzje rządzących. W 2011 r. Donald Tusk zdecydował o waloryzacji kwotowej w 2012 r.

PiS podbija wydatki na emerytów w okolice 1 proc. PKB. Pierwotnie rząd planował 3,26 proc., co miało kosztować 6,86 mld zł. Potem zagwarantował minimum 70 zł, co zwiększyło koszty całej operacji do niemal 8 mld zł. Ostatecznie, ponieważ inflacja okazała się niższa od oczekiwań, wskaźnik waloryzacji procentowej wyniósł 2,86 proc., co oznacza, że faktycznie koszty całej operacji były niższe o 0,5 mld zł od założonych. Granica waloryzacji procentowej przebiega na poziomie 2448 zł. Wcześniej rząd liczył, że będzie ona nieco niżej, w okolicach przeciętnej emerytury. Aż 74 proc. emerytów objęła podwyżka kwotowa 70 zł.

Emerytury plus mają kosztować prawie 11 mld zł. Rząd nad nimi pracuje i ma dwa problemy: czas i powszechność. Świadczenia mają być wypłacone w maju, czyli jest miesiąc na przyjęcie ustawy, bo ZUS musi być gotowy na wypłaty do połowy kwietnia. Czyli ustawa powinna być znana zapewne w ciągu kilku dni. Potem musi być konsultowana i w ekspresowym trybie przyjęta przez parlament i podpisana przez prezydenta.

Taki pośpiech oznacza, że rozwiązanie musi być maksymalnie proste, by ZUS nie musiał wprowadzać zbyt wielu zmian do swoich systemów informatycznych. A to z kolei może kolidować ze zwykłym poczuciem sprawiedliwości. Wiadomo, że wypłaty mają być maksymalnie powszechne, otrzymają je nie tylko emeryci z ZUS i KRUS, lecz także renciści. Rząd ma jednak zgryz z tymi, których świadczenie jest niższe od minimalnego. To ponad 220 tys. osób, których sytuacja jest różna. Wysokość świadczenia nie mówi nic o ich statusie materialnym. Są wśród nich ci, którym zabrakło nieco stażu do emerytury minimalnej, i ci, którzy odprowadzili tylko kilka składek w ciągu całego życia i teraz mieliby otrzymać identyczne świadczenie jak osoby pracujące całe życie. – Takie osoby i tak mają korzyść, bo choć opłaciły jedną składkę, to mają prawo do darmowej opieki medycznej przez całe życie – podkreśla Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS, gdyż od każdego, nawet groszowego świadczenia jest odprowadzana składka na NFZ.

Wypłata 18 mld zł emerytom w małym stopniu wesprze konsumpcję

Obecnie są trzy koncepcje, jak rozwiązać ten problem. Pierwsza – wypłacić wszystkim po 1100 zł. Druga – Emeryturę plus w pełnej wysokości otrzymałyby osoby, które dostają od połowy minimalnej emerytury, a reszta dostałaby trzynastkę w wysokości dotychczasowego świadczenia, nawet gdyby miało to oznaczać groszowe wypłaty. Trzeci pomysł to podział tej grupy na kilka mniejszych, stworzenie kilku progów i wypłata świadczenia od kilkudziesięciu złotych do pełnej wysokości w zależności od tego, w której grupie znajdzie się emeryt. To rozwiązanie jest najmniej prawdopodobne, bo jest zbyt skomplikowane dla ZUS. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej ma nadzieję, że rozwiązanie uda się wypracować w konsultacjach.

Wielkość wsparcia dla emerytów to jedno, drugie to zasady tego wsparcia i jego skutki. Jakub Sawulski, ekonomista Instytutu Badań Strukturalnych, uważa, że konstrukcja wypłat – zwłaszcza trzynastej emerytury – nie jest najlepsza. – Emeryci nie są grupą, której trzeba pomagać w pierwszej kolejności. A już na pewno nie wszystkim – mówi. – Wskaźniki ubóstwa wśród emerytów nie są gorsze niż np. osób w wieku produkcyjnym czy dzieci. Dawanie trzynastej emerytury wszystkim jest bez sensu – dodaje. Według niego lepszym rozwiązaniem byłoby zaadresowanie pomocy do wybranej grupy. Na przykład tych, którzy dostają mniej niż emeryturę minimalną albo niskie emerytury rolnicze.

Trzeba sobie też zadać pytanie, czy taka metoda społecznego wsparcia rzeczywiście wygeneruje impuls fiskalny do gospodarki, tak jak tego chciałby rząd. Według mnie bardziej skuteczne z tego punktu widzenia było bardziej radykalne zmniejszenie kosztów pracy – uważa Jakub Sawulski.

Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao SA, ocenia, że wypłata dodatkowych ok. 18 mld zł dla emerytów w ograniczony sposób wesprze konsumpcję. – To dużo pieniędzy, gospodarka je zauważy. Ale trafią do konsumentów specyficznych, którzy mają dużą skłonność do odkładania na czarną godzinę, a nie wydawania wszystkiego od razu – mówi. Według jego szacunków emeryci wydadzą około 30–45 proc. dodatkowych środków.

O ile gospodarka na dodatkowych wypłatach dla emerytów może nieznacznie zyskać, o tyle w finansach publicznych będzie to zauważalny ubytek. Choć zapewne nie od razu widoczny. Eksperci sądzą, że jeszcze w tym roku da się to sfinansować, nie wywołując większych napięć. Po pierwsze, koszty waloryzacji zostały już uwzględnione w budżecie, więc zaskoczenia nie ma. Po drugie, nawet trzynasta emerytura nie powinna stanowić problemu, choćby dlatego że w czerwcu Narodowy Bank Polski powinien wpłacić zysk za 2018 r. Może on wynosić 5–7 mld zł.

Poza tym bardzo dobra sytuacja fiskalna w 2018 r. pozwoliła rządowi stworzyć pewne rezerwy, po które teraz można sięgnąć. W tym roku wielkich napięć nie będzie, ale problemy mogą zacząć się w roku przyszłym – ocenia Mrowiec.

Finanse publiczne odczują dzisiejsze emeryckie wypłaty w następnych latach ze względu na sposób tegorocznej waloryzacji. Jakub Sawulski zwraca uwagę, że w ten sposób zwiększa się baza do waloryzacji również na kolejne lata. – Skutki będą odłożone w czasie, bo już w kolejnym i w każdym następnym roku podwyżki będą naliczane od tegorocznej wyższej kwoty – mówi ekonomista IBS. – Jest tendencja, by najniższe emerytury podnosić bardziej, i to jest zrozumiałe z dzisiejszej perspektywy. Ale coraz bardziej odchodzimy od reguły, w myśl której im mniej wpłacisz do ZUS, tym mniejszą emeryturę powinieneś dostać – dodaje Marcin Mrowiec.