Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak dać podwyżki emerytom, żeby nie przesadzić. Nowy plan rządu na emerytury i renty

12 września 2016, 10:08
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Para starszych osób (emerytów) w parku
Para starszych osób (emerytów) w parku/Shutterstock
Podwyżki emerytur minimalnych zamiast jednorazowych dodatków – to prawdopodobny scenariusz na 2017 r. Od 2018 r. waloryzacja mieszana.

Wprowadzenie waloryzacji mieszanej miało nastąpić już od 2017 r., równocześnie z podwyżką najniższych świadczeń do 1000 zł, co forsuje minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. Okazało się jednak, że oba rozwiązania jednocześnie są zbyt kosztowne. Dlatego – jak wynika z naszych informacji – waloryzacja mieszana wejdzie najprawdopodobniej od 2018 r., a postulowana przez Elżbietę Rafalską podwyżka najniższych świadczeń o rok wcześniej.

Rząd założył, że na podniesienie rent i emerytur nie może wydać więcej niż zarezerwowane w budżecie 1,6 mld zł na waloryzację ustawową i 1,4 mld zł na jednorazowe dodatki, czyli łącznie ok. 3 mld zł. Z wyliczeń, do których dotarliśmy, wynika, że koszty podwyższenia najniższych emerytur do 1000 zł zostały oszacowane na 55 mln zł miesięcznie, czyli w przyszłym roku wyniosłyby 550 mln zł (waloryzacja wchodzi w marcu). W ZUS osób, których świadczenie jest pomiędzy minimalną a 1000 zł, jest 167 tys., do tego dochodzi sporo większa liczba świadczeniobiorców KRUS, których dotyczy podwyżka. W efekcie całościowe koszty tej operacji będą znacznie wyższe.

To spowoduje, że na jednorazowe dodatki dla emerytów i rencistów zabraknie już pieniędzy w budżecie na 2017 r. Takie dodatki funkcjonowały w tym roku i dotyczyły osób, których emerytura nie przekraczała 2000 zł miesięcznie. Były wypłacane razem z marcową waloryzacją. Resort rodziny czeka jeszcze rozmowa na ten temat z resortem finansów.

Elżbieta Rafalska chce podwyżki najniższych świadczeń, bo uważa je za skandalicznie niskie. Ale to rozwiązanie w przeciwieństwie do jednorazowych dodatków oznacza trwałe podniesienie wydatków budżetowych na emerytury i renty, ale też, w porównaniu z jednorazowymi dodatkami, spore ograniczenie kręgu beneficjentów. Tych ostatnich było w samym ZUS ok. 2,5 mln, podczas gdy liczba osób z minimalnymi świadczeniami będzie 15 razy mniejsza.

Szykowane decyzje wynikają z postulatu premier Beaty Szydło, by minister pracy szukała takich rozwiązań, które pozwolą szybciej podnosić najniższe świadczenia. Zarówno podwyżka minimalnych, jak i waloryzacja mieszana realizują ten cel. Warto jednak zaznaczyć, że beneficjentami obu rozwiązań będą osoby, które wypracowały co najmniej najniższe świadczenie. Nie obejmą zatem 112 tys. osób w ZUS, które dostają emerytury niższe do minimalnej.

Waloryzację mieszaną proponował już raz Donald Tusk, ale tylko na rok. Opinie o pomyśle wprowadzenia jej na stałe są wśród ekspertów podzielone. Zdaniem prof. Elżbiety Mączyńskiej, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, to narzędzie służące zmniejszaniu nierówności dochodowych. – – wyjaśnia profesor. Według ekonomistki tego typu podwyżki mogą działać pozytywnie na gospodarkę, bo osoby o najniższych świadczeniach szybko wydadzą tę dodatkową kwotę i w ten sposób wzmocnią konsumpcję.

Z kolei Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, obawia się o skutki dla finansów publicznych. Jego zdaniem kwotowa podwyżka powoduje, że szybciej rosną wydatki sztywne, co w razie spowolnienia będzie skutkowało koniecznością cięć gdzie indziej. Ekonomista wskazuje, że obecny wzór jest dużo bardziej elastyczny, pozwala lepiej dopasować się finansom publicznym do cyklu gospodarki. Na przykład w ostatnich latach, mimo że podwyżki procentowo nie są wysokie, to świadczenia realnie rosną szybciej niż nominalnie. W tym roku wskaźnik waloryzacji świadczeń wyniósł 0,24 proc., ale jak prognozuje NBP ceny spadną o 0,5 proc., czyli realny wzrost wyniesie ok. 0,75 proc. –– mówi Borowski.

Zwłaszcza gdyby rząd zdecydował się na bardziej kosztowny wariant waloryzacji mieszanej, według którego negocjowana z Radą Dialogu Społecznego ustalona z góry nominalna kwota podwyżki dodawana byłaby do tej wyliczonej z obecnego wzoru, czyli inflacja plus 20 proc. realnego wzrostu płac.

Czyli gdyby np. w przyszłym roku wprowadzić takie rozwiązanie zamiast waloryzacji mieszanej (przy założeniu procentowej podwyżki na poziomie 0,88 proc.), to emerytury minimalne wzrosłyby nie o 10 zł, a o ponad 17 zł, a świadczenie w wysokości 2000 zł wzrosłoby nie o 17 zł, a o 27 zł. W takim przypadku do kosztów ustawowej waloryzacji procentowej dochodziłby jeszcze co najmniej 1 mld zł. Na przykład w przyszłym roku zamiast 1,6 mld zł trzeba byłoby wyłożyć 2,6 mld zł. Takie rozwiązanie oznaczałoby, że wydatki na emerytury wzrosną dodatkowo o co najmniej 0,05 proc. PKB, przy podwyżce o 20 zł to już 0,1 proc. PKB. Może się to wydawać niewiele, ale np. resort finansów założył, że w przyszłym roku deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 2,9 proc. Nowy wzór na waloryzację zwiększałby więc prawdopodobieństwo przekroczenia bariery 3 proc. PKB.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj