Sebastian Stodolak: Jak to możliwe, że w Kościele uchował się taki rodzynek?

ojciec Janusz Gniadek: To znaczy?

Ksiądz głoszący - oprócz Dobrej Nowiny - wolny rynek to rzadki przypadek. Współczesny Kościół katolicki buduje raczej lewicową wrażliwość, jeśli chodzi o gospodarkę. Mówi się nawet czasami, że Jezus to właściwie socjalista. Zgodnie z jego przesłaniem bogaci mają rozdać majątek ubogim.

Jezus socjalistą? Nie przypominam sobie, by Jezus zmuszał nas do rozdawania majątku ubogim. On tylko nawoływał do dzielenia się własnością. Dobrowolnego dzielenia się. Gdzie tu jest jakiś socjalizm? Co więcej, z nauk Jezusa możemy wnioskować, że własność jest konieczną podstawą czynienia dobra. "Byłem głodny, a daliście mi jeść, spragniony, a daliście mi pić" (Mt 25, 35). Żeby dać, trzeba mieć. Popatrzmy na to szerzej: czy Jezusowi naprawdę chodzi tylko o pomoc charytatywną? Przecież każdy człowiek jest głodny trzy razy dziennie. Czy ci, którzy produkują nasze pożywienie, naszą odzież, przedmioty, których używamy, nie spełniają w jakimś stopniu nawoływań Jezusa?

Robią to dla zysku, nie z bezinteresownej chęci pomocy innym.

W porządku, ale problem motywacji to inna kwestia. Bezinteresowne uczynki miłosierne i służenie innym poprzez produkcję dóbr to dwa uzupełniające się sposoby realizacji nauki Jezusa. Zauważmy, że wizja Sądu Ostatecznego poprzedzona jest w Ewangelii według Mateusza przypowieścią o talentach. Masz talenty, musisz je rozmnażać, a nie zakopywać. Nie wykonujesz Bożej woli, jeśli nie postępujesz w ten sposób. Czy pomnażanie talentów ma oznaczać dzielenie się nimi za darmo? Jeśli ktoś czytał Ewangelię, wie, że za darmo można otrzymać miłość Boga, ale nie rzeczy materialne.

A przypowieść o bogaczu, wielbłądzie i uchu igielnym? Wyrzucenie handlarzy ze świątyni? To miód na socjalistyczne serca.

Nie, to nadinterpretowane fragmenty Ewangelii. Czy to, że bogatemu trudniej wejść do Królestwa Bożego, jest szczególnie zaskakujące? Jezus mówi tylko, że czeka być może na niego więcej pokus. Nie mówi, że dla bogatych nie ma u Niego miejsca. Pamiętajmy, że równie dobrze biedni mogą mieć problemy z awansem do Raju. Dlaczego są biedni? Może są leniwi? Może nie wykorzystują danych im darmo talentów? Owszem, często bieda bierze się z sytuacji kryzysowych, ze zrządzenia losu, wtedy należy pomagać, ale przecież nie jest tak zawsze. Do tych, którzy znajdują się w trudnej sytuacji nie z własnej winy, zawsze ktoś wyciągnie pomocną dłoń.

Naprawdę ksiądz wierzy, że zawsze?

Tak. Zawsze będą chętni pomóc, wierzę w ludzi dobrej woli, ale problem w tym, że tę pomoc nie zawsze można uskutecznić. W Afryce spędziłem w sumie w różnych krajach 17 lat. Kiedy przyjechałem na misję do Zambii, do jednej z najbiedniejszych dzielnic Lusaki, okazało się, że ludzie nie mają dostępu do bieżącej wody. Więcej – że w ogóle cały kraj jest trapiony tym problemem. Pomyślałem, że wybuduję studnię na parafii, to koszt kilku tysięcy dolarów, i będę przy okazji dostarczał wodę moim sąsiadom. Zrobiłem to. Potem przyszło mi do głowy, że można to robić na większą skalę - tak, by cała okolica miała dostęp do bieżącej wody. To byłaby większa inwestycja, więc należałoby pobierać za ów dostęp jakąś opłatę, zarejestrować firmę. W urzędzie powiedziano mi, że zwariowałem, że to niemożliwe. Na wodociągi konstytucyjny monopol ma państwo i tyle, koniec dyskusji. Absurdalne. Później dowiedziałem się, że państwo otrzymuje rocznie miliony dolarów dotacji z Unii Europejskiej na rozwiązanie problemu braku wody. Gdyby rozwiązali go miejscowi przedsiębiorcy, nie byłoby pretekstu do ubiegania się o kolejne zagraniczne granty.

Sugeruje ksiądz, że pomoc może demoralizować?

To też, ale przede wszystkim to, że rząd na wiele sposobów uniemożliwia skuteczne pomaganie. Po pierwsze zakazując wielu rzeczy, po drugie biurokratyzując życie gospodarcze, po trzecie odbierając nam środki do pomagania.

Poprzez opodatkowanie?

Tak.

Ale Jezus mówił "cesarzowi, co cesarskie". Legitymizował w ten sposób podatki.

Ówczesny podatek pogłówny może tak, ale nie współczesne progresywne podatki dochodowe. Za czasów Jezusa wszystkie daniny w sumie nie przekraczały kilku procent. Obecnie podatki skonstruowane są tak, że zniechęcają ludzi do pracy. Myślę, że każdy, kto patrzy na Ewangelię całościowo, rozumie, że nie ma ona socjalistycznego przesłania. Co więcej, to, co mówi Jezus, spójne jest z tym, co głosi tradycyjna, zdroworosądkowa ekonomia wolnorynkowa.

*o. Jacek Gniadek, misjonarz werbista, ksiądz wolnorynkowiec, autor książki "Ekonomia Boża i ludzka. Kazania wolnorynkowe"

To jest fragment tekstu ze świątecznego wydania Magazynu DGP. Znajdziecie w nim również:
* Magdalena Rigamonti pyta Abdo Haddada o chrześcijan w Syrii i konflikt bliskowschodni
* Karolina Lewestam zastanawia się czy współczesny świat da się opisać Marksem
* Marcin Zaborski rozmawia z prof. Henrykiem Szlajferem o udawanej kontrrewolucji
* O najbardziej dyskryminowanej grupie społecznej w Polsce, czyli dresiarzach pisze Sylwia Czubkowska
* O rodzinie polityką podzielonej oraz o zawodach, w których egocentryzm jest niezbędny pisze Mira Suchodolska
* Łukasz Guza zastanawia się, ile w nas, Polakach, wsi i dlaczego wstydzimy się pochodzenia
* Piotr Szymaniak pyta prof. Henryka Domańskiego, czy radykalizm to postawa mniejszości
* Patryk Słowik dowodzi, że w prawie rewolucje są niemożliwe i jesteśmy skazani na ewolucję
* Andrzej Krajewski przypomina, jak dzięki zakulisowej dyplomacji uniknęliśmy konfliktów
* Anna Wittenberg przedstawia Misiewiczów w samorządach
* Zbigniew Parafianowicz ogląda TVN i TVP i naocznie przekonuje się, że dwóch Polsk nie da się poskładać
* Joanna Pasztelańska pisze o hipsterkatolikach i dowodzi, że wiara to nie tylko moher
* Grzegorz Osiecki pokazuje, że mamy ustrój niedopasowany do rzeczywistości
* Maciej Miłosz zastanawia się, dlatego drzewa nie dają z liścia, czyli czy w przyrodzie ważniejszy jest kompromis, czy walka
* Dariusz Koźlenko o pyta, dlaczego nie cenimy tych, którzy wystają ponad
* Dorota Kalinowska zdradza, jak negocjować, by się nie pozabijać
* Łukasz Bąk obnaża swoje tegoroczne motoryzacyjne obsesje