O planach spotkania szefów PZU i Polskiego Funduszu Rozwoju z szefostwem UniCreditu w sprawie otwarcia negocjacji pisaliśmy jako pierwsi już w drugiej połowie sierpnia. Finalizacja zakupu jest przewidziana na II kwartał 2017 r. Włosi otrzymają 10,6 mld zł.

Państwowe imperium w sektorze bankowym będzie się opierać na czterech głównych instytucjach. Do Banku Gospodarstwa Krajowego, który ma status banku państwowego, i niesprywatyzowanego nigdy do końca PKO BP w ubiegłym roku dołączył Alior, którego głównym akcjonariuszem został PZU. W momencie zamknięcia transakcji z UniCreditem w państwowej grupie znajdzie się także Bank Pekao.

W sektorze państwo dysponuje jeszcze dwoma mniejszymi bankami – Pocztowym i Ochrony Środowiska. Do tego można doliczyć jeszcze dwie specjalistyczne instytucje hipoteczne, które są własnością PKO BP i Pekao.

To w dużej mierze właśnie od państwowych spółek będzie więc w przyszłości zależało np. tempo rozwoju akcji kredytowej. Zwolennicy „repolonizacji” sektora jako uzasadnienie dla tej idei podawali właśnie fakt, że banki z centrum decyzyjnym w kraju nie są tak skłonne do ograniczania dostępności kredytów w momencie pogorszenia koniunktury na świecie, jak te należące do międzynarodowych grup kapitałowych.

Pekao nie należał do liderów akcji kredytowej. Czy po „repolonizacji” może się to zmienić? Teoretycznie tak – ma kapitał pozwalający mu rosnąć w kredytach szybciej niż jakiemukolwiek innemu krajowemu bankowi. Paweł Borys, prezes PFR, deklarował jednak, że nie taki jest cel zakupu. Ma to być przede wszystkim inwestycja finansowa (Pekao znany jest z wypłaty wysokich dywidend, nowi właściciele nie chcą tego zmieniać). Za finansowanie dużych projektów, które będą realizowane w ramach „planu Morawieckiego”, odpowiadać ma zaś sam PFR.

Warunki, na jakich Pekao jest przejmowany, zostały dobrze odebrane przez inwestorów. Kurs PZU znalazł się w minionym tygodniu na najwyższym poziomie od pół roku. Transakcja spotyka się jednak również z głosami krytycznymi. Forum Obywatelskiego Rozwoju spodziewa się spadku konkurencji w sektorze. Jeżeli państwo jest największym graczem, trudno jest mu pełnić jednocześnie rolę bezstronnego arbitra i obrońcy konsumenta – oceniło FOR.