Rozmowy w sprawie tegorocznego kontyngentu zezwoleń, na podstawie którego nasi przewoźnicy mogliby wjeżdżać z towarami na terytorium Federacji Rosyjskiej, ciągną się już ponad miesiąc. Ostatnie rozmowy miały miejsce 21-22 stycznia w Obwodzie Kaliningradzkim w ramach tzw. komisji mieszanej ds. międzynarodowych przewozów drogowych.

- Posiedzenie komisji było w zasadzie tylko 21 stycznia, bo już tego pierwszego dnia rozbieżności były tak duże, że przerwano spotkanie i ustalono, że dalszy ciąg odbędzie się w kolejnym tygodniu w Warszawie - twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Jak przyznaje Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MiB), do tej pory nie udało się wypracować porozumienia w tej sprawie. - Konsekwencją braku porozumienia jest nieustalenie wysokości kontyngentu zezwoleń na rok 2016 - informuje resort.

Jeszcze bardziej dobitny komunikat płynie ze strony Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.

- Przypominamy, że rosyjskie zezwolenia drogowe z 2015 r. ważne są do dnia 31 stycznia 2016 r., co oznacza, że polskie pojazdy ciężarowe powinny opuścić terytorium Federacji Rosyjskiej najpóźniej 31 stycznia 2016 r. Prosimy Państwa o uwzględnienie powyższej informacji przy planowaniu przewozów drogowych do Federacji Rosyjskiej po dniu 31 stycznia 2016 r. - apeluje GITD.

Główną osią sporu jest jest ustawodawstwo rosyjskie, na które nie chce się zgodzić strona polska. Chodzi konkretnie o podpisaną przez Władimira Putina ustawę "O kontroli państwowej wykonywania międzynarodowych przewozów drogowych i o odpowiedzialności za naruszenie trybu ich wykonywania" (362- FZ) oraz związane z nią rozporządzenia.
W opinii polskiego rządu przepisy te są niezgodne z obowiązującą umową dwustronną o międzynarodowych przewozach drogowych, podpisaną jeszcze w 1996 roku. Zdaniem wiceministra infrastruktury i budownictwa Jerzego Szmita Federacja Rosyjska dąży do ograniczenia konkurencji.

- Chodzi o sytuacje, w których polski przewoźnik przewozi towar np. z Niemiec i wiezie go do Federacji Rosyjskiej. Zdaniem Rosjan, nawet jeśli towar został wyprodukowany w Polsce przez firmę zagraniczną (mającą tu swój oddział - red.), to taki przewóz trzeba traktować jako transport z krajów trzecich - wyjaśnia wiceminister. Jego zdaniem Rosja chce administracyjnie ograniczyć przewóz towarów przez firmy spoza jej terytorium. - Rosjanie domagają się swobodnego tranzytu przez Polskę czy zwiększenia limitu paliwa, które mogą wwieźć do Polski na potrzeby tranzytu (dziś jest to 600 litrów - red.). Chodzi więc o zastąpienie firm polskich przez firmy rosyjskie. Na to się nie godzimy - deklaruje wiceminister.

W podobnym tonie wypowiadają się eksperci. Ich zdaniem problemy w rozmowach z Rosjanami wynikają z chęci zwiększenia znaczenia rosyjskiej floty na naszym kontynencie. - Co prawda Rosjanie zaczęli unowocześniać swoją flotę transportową, jednak jest ona wciąż mało konkurencyjna w stosunku do pozostałych, zwłaszcza europejskich - tłumaczy w rozmowie z dziennik.pl Michał Beim, specjalista od transportu w Instytucie Sobieskiego.

Polscy przewoźnicy dysponują ok. 130 tys. pojazdów, podczas gry ich rosyjscy konkurenci dysponują flotą nawet 3-4-krotnie mniejszą. Szacuje się, że rocznie ok. 10-12 tys. polskich ciężarówek jeździ do Rosji. Z kolei rosyjskich, zazwyczaj tylko przejeżdżających przez terytorium Polski, jest 15-16 tysięcy. - Rocznie wykonujemy ok. 200 tys. przejazdów do Rosji. W zależności od długości trasy można przyjąć, że jeden fracht to obrót rzędu ok. 2 tys. euro - dodaje Tadeusz Wilk ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD). W sumie więc gra toczy się o 400 mln euro rocznych obrotów polskich przewoźników jeżdżących na wschód.

Obecna sytuacja może być początkiem ostrego kryzysu na linii Warszawa-Moskwa, jeśli chodzi o rynek transportowy. - Przez 3 poprzednie lata mieliśmy trochę lepszą sytuację, bowiem w 2012 roku ustalono kontyngent aż na 3 kolejne lata - mówi nam Anna Wrona, rzeczniczka ZMPD.

Ostatni ostry kryzys transportowy na linii Rosja-Polska wybuchł na przełomie 2010 i 2011 roku. Z powodu braku umowy tranzytowej granicy nie mogły przekraczać ciężarówki z obu krajów. Z puli 183 zezwoleń (tzw. CEMT), przyznawanych Polsce przez Międzynarodową Organizację Transportu (ITF), Rosjanie chcieli uznać tylko 67, jako uprawniające polskich przewoźników do wjazdu na teren Federacji. Dla wielu naszych spedytorów oznaczałoby to bankructwo. Polskiej delegacji udało się wówczas przekonać Rosjan, by honorowali także pozostałe CEMT-y. Mimo wszystko - jak wówczas szacowała branża przewozowa - nawet 30 proc. firm od wielu miesięcy nie jeździ do Rosji lub przerzuciło się na inne trasy, zwłaszcza te prowadzące na zachód i południe. Główną przyczyną jest niewystarczająca liczba pozwoleń, na podstawie których polskie ciężarówki wjeżdżają na teren Federacji Rosyjskiej.

Kolejne rozmowy zaplanowano na czwartek w Gdańsku. - Jeśli nie dojdziemy do porozumienia z Rosjanami, to zezwolenia stracą ważność z końcem stycznia, a to bardzo ograniczy transport między Polską a Rosją - przyznaje wiceminister Szmit. Jutro minister Andrzej Adamczyk zamierza poprosić o interwencję Komisję Europejską.