Po fatalnym wyniku w kwietniu, kiedy to sprzedaż nagle spadła o 1,6 proc. w skali roku, w maju handel odrobił część strat. Według opublikowanych wczoraj danych GUS sprzedaż wzrosła po 4,3 proc. Mogło być gorzej, co wskazywała m.in. nie najlepsza dynamika wpływów z VAT w maju. To m.in. dlatego ekonomiści byli przekonani, że sprzedaż wzrośnie ledwie o 3 proc.

W powszechnej opinii analityków głównym hamulcowym handlu miała być powódź. – W części kraju dokonywanie zakupów mogło być przecież utrudnione. Na szczęście okazało się, że ten negatywny wpływ był niewielki – mówi Piotr Bujak z BZ WBK. Zdaniem Piotra Kalisza z Citi Handlowego powódź nie zalała handlu – ale tylko w statystyce. – Tereny objęte powodzią to głównie wsie i małe miasta, gdzie przeważają małe sklepy, a do swoich obliczeń GUS bierze informacje ze sklepów dużych, zatrudniających ponad 9 osób – mówi ekonomista.

Dobry wynik sprzedaży detalicznej to jednak przede wszystkim efekt silnego wzrostu popytu na dobra trwałego użytku. Najwyższy wzrost obrotów zanotowały sklepy ze sprzętem RTV i AGD. Ekonomiści mają swoją teorię: to skutek promocji przed nadchodzącymi mistrzostwami świata w piłce nożnej. – Zapewne kolejny taki efekt będzie widoczny za dwa lata, przed początkiem Euro 2012 – mówi Piotr Bujak. Grzegorz Ogonek z ING BSK dodaje, że bez tego, blisko 25-proc. wzrostu sprzedaży sprzętu RTV i AGD, dynamika całej sprzedaży detalicznej byłaby w maju o blisko 1,7 pkt proc. niższa. – W następnych miesiącach sprzedaż dóbr trwałego użytku, zwłaszcza w użytkowaniu mieszkań, może nadal rosnąć. Bo po powodzi trzeba będzie odbudować stan posiadania – uważa Grzegorz Ogonek z ING BSK. A stąd już tylko krok do optymistycznych prognoz dla konsumpcji prywatnej. A to ona przejmuje stopniowo od eksportu rolę głównego motoru wzrostu gospodarczego.

czytaj dalej >>>


W II kwartale konsumpcja wypadnie jeszcze raczej słabo. Według Piotra Kalisza jej wzrost mógł wynieść 1,8 proc. – czyli mniej niż w pierwszych trzech miesiącach roku (2,2 proc.). 2-proc. wzrostu spodziewa się Piotr Bujak. Nieco większym optymistą jest Grzegorz Ogonek. Według niego o nieco większym konsumpcyjnym przyspieszeniu świadczą dobre dane z rynku pracy. I nie chodzi tylko o spadek bezrobocia – w maju wyniosło ono 11,9 proc. wobec 12,3 proc. w kwietniu – ale też wcześniejsze informacje o płacach i zatrudnieniu.

Ekonomiści, z którymi rozmawiał „DGP”, są zdania, że po wszystkich danych opublikowanych do tej pory można spodziewać się wzrostu gospodarczgeo w II kwartale na poziomie 3 proc. Wiceprezes GUS Halina Dmochowska podkreśla, że nie ma jeszcze danych za czerwiec – a to one mogą zdecydować o tym, jakie było tempo wzrostu PKB w ostatnich miesiącach.