Wystarczył prosty program komputerowy i by urzędnicy pracujący w referacie do spraw handlu internetowego przy Izbie Skarbowej w Bydgoszczy stali się prawdziwym postrachem internetowej szarej strefy.

Kiedy 1 stycznia 2009 r. ta komórka zaczynała działać, handlujący na Allegro – największym polskim portalu aukcyjnym – nie wierzyli, że ktoś jest w stanie sprawdzić, ile zarabiają i czy płacą podatki. Teraz jednak już wiedzą: przed fiskusem nawet w sieci się nie ukryją. – Zdecydowana większość podmiotów, które stały się obiektem zainteresowania komórki do spraw handlu internetowego, nie działała uczciwie – mówi w rozmowie z „DGP” Maciej Cichański z Izby Skarbowej w Bydgoszczy.

Urzędnicy skarbówki nie chcą zdradzić szczegółów dotyczących ich programu, jednak eksperci uważają, że jest on oparty na algorytmie, który wyłapuje najbardziej aktywnych e-handlarzy. W ten sposób z ponad 11-milionowego morza sprzedawców różnej maści wyłuskuje tych, którzy nie są drobnymi dorobkiewiczami sprzedającymi używane ubranka, tylko prawdziwych e-biznesmenów. – To wcale nie jest trudne – przekonuje Zbigniew Engiel, ekspert od bezpieczeństwa sieciowego z firmy Mediarecovery. – Podobne programy są wykorzystywane na całym świecie do kontrolowania internetu, nie tylko przez służby skarbowe, ale także policję czy wywiad gospodarczy – dodaje.

Metoda jest bardzo skuteczna, bo po skontrolowaniu 600 podatników prowadzących handel elektroniczny blisko 550 okazało się nie płacić podatków, a ich obroty wyniosły aż 250 mln zł.

Fiskus ma o co się starać. W ubiegłym roku obroty e-handlu na Allegro, największej platformie sprzedażowej w sieci, wyniosły aż 6 mld zł, całego e-handlu ponad 13 mld. Wartość szarej strefy jest zaś szacowana na 200 – 300 mln zł rocznie.

Więcej informacji: E-handel pod 90-procentową lupą skarbówki

p