Polska skorzysta na Euro 2012, ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze, autostrady i stadiony muszą być zbudowane w ciągu pięciu lat. Jeśli tak się nie stanie, mistrzostwa skończą się kompromitacją. Stracimy wtedy prestiż na arenie międzynarodowej i przepadnie wiele inwestycji. Po drugie, w dobrym stanie musi być polska piłka.

Profesor Orłowski podkreśla znaczenie drugiego warunku - bo jeśli polska piłka nożna dorówna ligom zachodnioeuropejskim, stadiony i hotele także po mistrzostwach będą pękały w szwach. Jeśli jednak nasza liga nie będzie się w Europie liczyła, stadiony opustoszeją.

Zdaniem ekonomistów, na organizację mistrzostw wydamy kilkadziesiąt miliardów euro. Ale z własnej kieszeni pokryjemy tylko część inwestycji. Za większość zapłaci Unia. To właśnie z unijnych funduszy ma pochodzić 16 mld euro na budowę hoteli i rozbudowę ośmiu lotnisk. 10 mld euro ma pójść na budowę 636 km autostrad. 4,7 mld euro będzie kosztowało unowocześnienie 1566 km linii kolejowych w Polsce. Do tego dojdzie budowa sześciu supernowoczesnych stadionów za kwotę dwóch mld euro.

Minister finansów Zyta Gilowska dodaje, że pieniądze na rozwój lokalnych dróg, podjazdów do lotnisk, hoteli budowanych z pieniędzy samorządów itd. znajdą się m.in. w kasie Totalizatora Sportowego. To właśnie z gier losowych mają pochodzić dodatkowe miliardy. Gilowska przewiduje też, że w ciągu dwóch lat tuż przed i w trakcie Euro 2012 dochód kraju może wzrosnąć o 1 procent. Oznacza to, że każdego roku budżet państwa zasili około dwóch miliardów złotych.