Małe apteki ledwie wiążą koniec z końcem. Połowa z nich próbuje się ratować, zaciągając kredyty. Ale w co piątym przypadku kwota zadłużenia przewyższa wartość towarów na półkach. Nawet po wyprzedaniu wszystkiego apteka nie byłaby w stanie spłacić swych zobowiązań wobec banków - czytamy w raporcie UOKiK.

To oznacza jedno: małe, zadłużone apteki w ciągu kilku lat splajtują. Nie będą w stanie wygrać z większą konkurencją. Zwłaszcza z aptekami sieciowymi, za którymi stoi potężny kapitał. Na ich nieszczęście, błyskawicznie rozwijają się też apteki internetowe, które mają medykamenty tańsze nawet o 15 proc. Mogą sobie pozwolić na niższe marże, bo same sprowadzają leki, a poza tym zatrudniają mniej pracowników i nie wynajmują powierzchni do sprzedaży. Już dzisiaj w Polsce jest ich 70.

Konsumenci teoretycznie powinni się cieszyć, ale tylko ci, którzy mogą obyć się kilka dni bez danego specyfiku. Bo zamawiając go przez telefon czy internet, muszą poczekać aż dotrze do nich przesyłka. Naprawdę chorzy pójdą więc do tradycyjnego punktu. A w tym będzie o wiele drożej niż dziś, bo ograniczy się konkurencja.