Rosja chwyta się wszystkich sposobów, by nie uchylić zakazu importu naszych mięs i wędlin. Ledwie unijny komisarz Philip Tod ogłosił, że jutro Unia rozmawiać będzie z Władimirem Putinem nie o energii, ale handlu z Polską, już znalazła inny powód, przez który rynku nam nie otworzy.

Tym razem nasi wschodni sąsiedzi żądają - jak podała rosyjska agencja Interfax - by Rumunia i Bułgaria poprawiły warunki, w jakich produkują swoje mięsa i wędliny. Póki tego nie zrobią, Rosja nie zamierza wznowić z Polską handlu wołowiną, wieprzowiną czy drobiem.

To kolejne żądanie z sufitu. Już wcześniej tego samego od Rumunii i Bułgarii zażądała Wspólnota. Co ma więc do tego Rosja? Wymyśliła sobie najwyraźniej, że teraz te kraje mogą chcieć podtruwać jej obywateli. Wcześniej to samo zarzucała nam, ale unijni eksperci przeprowadzili w polskich masarniach i ubojniach kontrole, które wykazały, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Rosjanie stracili jedne argumenty, więc znaleźli sobie nowe.

Tak naprawdę chodzi o to, by jak najdłużej przeciągać zakaz handlu z nami. W ten sposób Rosja demonstruje swą siłę. Doskonale wie, że nim Bułgaria i Rumunia uporają się z nieprawidłowościami, miną co najmniej miesiące, jeśli nie długie lata.

Co na to Unia? Czeka do jutrzejszego spotkania z Władimirem Putinem. No chyba, że ten się obrazi i w ostatniej chwili odwoła wizytę w Europie, twierdząc, że nie ma o czym rozmawiać...