Około 60 mln USD zapłaci rząd za dostęp do elastycznej linii kredytowej (FCL) z Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 20,1 mld USD - poinformował w środę minister finansów Jacek Rostowski.

O dostęp do linii wystąpili we wtorek minister finansów oraz prezes NBP Marek Belka. MFW w środę poinformował, że przyjął polski wniosek o przedłużenie dostępu do linii kredytowej. Fundusz zasygnalizował, że rozpatrzy go pozytywnie. Poprzednia roczna linia wygasła 5 maja br. Polska miała dostęp do około 20,58 mld USD, ale nie skorzystała z tych środków.

Koszty obsługi przyznawanej na rok linii poniesie rząd, a nie Narodowy Bank Polski - wyjaśnił Rostowski w środę na konferencji prasowej w Warszawie. Rząd będzie dysponentem tych środków. Dodał, że dostępna kwota (20,1 mld USD, czyli prawie 70 mld zł) to 1000 proc. polskiego wkładu w MFW i maksymalna kwota, o jaką mogliśmy się ubiegać.

"To kwota, do której mamy prawo dostępu, gdyby Polska uznała, że istnieje taka potrzeba. To linia kredytowa, którą możemy wykorzystać w miarę potrzeby lub konieczności, ale nie jest to pożyczka, a w pewnym sensie gwarancja dostępu do tych środków" - tłumaczył szef resortu finansów. Zaznaczył, że nasz kraj nie korzysta na razie z tej linii, lecz gdyby trzeba było to zrobić, to koszt byłby niski.

Rostowski przyznał, że długo dyskutował z Narodowym Bankiem Polskim na temat poniesienia kosztów za dostępność linii. Według ministra, wspólny wniosek wraz z szefem NBP to pierwszy krok zgodnej formy działania, która zabezpiecza Polskę przed "tymi wstrząsami, które w już w Europie były i które dalej grożą". "Pokazuje to, ile można zrobić działając wspólnie" - zaznaczył.

"Uważaliśmy, że tak naprawdę według ustawy to powinien ten koszt ponieść NBP. W ostatnich tygodniach, jeszcze przed wyborem pana prezesa Belki, stanowiska się bardzo zbliżyły. Doszliśmy z nowym prezesem do wniosku, że nie warto robić reasumpcji tamtych uzgodnień - byliśmy już w ok. 80 proc dogadani, jak i na jakich warunkach wystąpimy do MFW" - powiedział Rostowski.

Czytaj dalej>>>


Rostowski podkreślił, że ponieważ rząd poniesie koszty linii, będzie głównym dysponentem tych środków, ale może bardzo szybko - w razie potrzeby - sprawić, że NBP będzie miał do nich dostęp. Może do tego dojść w formie umowy miedzy NBP i rządem, albo porozumienia między NBP a MFW. "Obie metody są możliwe, tutaj nie przewiduję żadnych problemów ani ze strony NBP, ani MFW" - zaznaczył.

W ocenie ministra, wcześniejszy opór NBP przed ponownym wnioskiem o linię kredytową wynikał z niepełnego obrazu sytuacji w Europie i na świecie. "Prawdziwa sytuacja jest taka, że w Europie są możliwości bardzo dużych wstrząsów wynikających z problemów w południowej Europie" - powiedział. W jego opinii, wstrząsy te mogą uderzyć w całą polską gospodarkę i w kurs złotego, za który odpowiedzialny jest NBP; zwiększyłoby to ryzyko sektora prywatnego, mogłyby też być problemy w sektorze finansów publicznych - tłumaczył. "Dlatego zabezpieczamy wszystkie trzy sektory, sięgając po dostęp do tej linii" - mówił.

"W naszej wspólnej opinii z prezesem Belką, to, co się dzieje w gospodarce światowej, a szczególnie w gospodarce europejskiej, grozi poważnymi szokami dla gospodarki polskiej i nie chcieliśmy tego całego procesu wystąpienia o elastyczną linię kredytową opóźniać" - dodał. Dlatego zdecydowaliśmy, że na tych warunkach, które w dużej mierze były już uzgodnione, o nią wystąpimy" - dodał.

"Może trochę więcej wiem, co się dzieje w krajach Europy, jako członek unijnej rady ministrów finansów. Od wielu miesięcy ostrzegaliśmy, że istnieje takie zewnętrzne zagrożenie, które nie było doceniane przez członków zarządu NBP" - dodał. Powiedział, że "prezes Belka, jako były dyrektor departamentu europejskiego MFW jest w pełni świadom tego zagrożenia i była między nami pełna zgoda i nie było dyskusji o wystąpieniu o mniejszą kwotę".

Elastyczna linia kredytowa to nie wykupienie ubezpieczenia, tylko zamontowanie silnych zamków w drzwiach - porównał Rostowski. "Ułatwia nam sytuację, gdybyśmy mieli jakiś poważny problem, np. atak spekulacyjny na złotego czy ostrą deprecjację złotego. Linia powoduje nawet, że takie problemy są mniej prawdopodobne, bo wszyscy wiedzą, że mamy ten dostęp" - wyjaśnił.

Wcześniej zarząd NBP był zdania, że podpisanie kolejnej umowy o elastycznej linii kredytowej nie jest potrzebne. Deklarował jednak, że jest otwarty na dyskusje na ten temat z resortem finansów. Premier Donald Tusk mówił, że utrzymanie FCL byłoby zabezpieczeniem dla Polski "na wszelki wypadek".