Badania przeprowadziły Centrum im. Adama Smitha z domem badawczym Maison oraz agencją MMT Management. Poprzednio zapytały one Polaków o ich nastroje ekonomiczne w marcu 2009 roku, a więc wtedy, gdy światowy kryzys uderzał w polską gospodarkę. Po ośmiu miesiącach okazało się, że nasza subiektywna ocena domowego budżetu nie jest zła. Wręcz zmniejszyła się liczba pesymistów, którzy obawiają się pogorszenia swojej sytuacji. W marcu 2009 r. było ich blisko 20 proc. Teraz jest 13,8 proc. Nie oznacza to jednak, że zasilili oni grupę optymistów spodziewających się nagłej poprawy. Prawie trzy czwarte Polaków – 72,5 proc.– twierdzi dzisiaj, że ich finansom nie grozi ani załamanie, ani niespodziewany wzrost. W marcu myślało tak 64,5 proc. badanych

To najlepszy dowód, że kryzys nauczył nas zdroworozsądkowego podejścia do życia. – Przykładem takiego rozsądnego podejścia są ludzie, którzy stracili pracę, ale zamiast się poddać, zaczęli masowo zakładać własne firmy i choć często gorzej zarabiają, wolą działać, niż zostać bezrobotnymi – opowiada ekonomista Krzysztof Rybiński. – Polacy mają pieniądze raczej w głowie niż w sercu, czyli podchodzą do nich mniej emocjonalnie, a bardziej racjonalnie – twierdzi z kolei Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Z badania MoneyTrack wynika też, że istnieje stała grupa ludzi, którzy mimo nie najgorszych zarobków negatywnie oceniają swoją sytuację materialną. To osoby, które w ostatnich czasach dorobiły się, a teraz mają problemy z utrzymaniem osiągniętego poziomu życia. – Ta grupa rośnie, bo to oni najbardziej odczuli skutki kryzysu. Przestało ich być stać na płacenie rat za kredyty hipoteczne, a nadal nie widzą szans na poprawę swojej sytuacji na rynku – argumentuje Andrzej Sadowski.