Wiktor Wojciechowski: Wszyscy chcemy żyć w Polsce nowoczesnej, innowacyjnej, z dobrze rozwiniętą infrastrukturą. Ale diabeł tkwi w szczegółach. W najbliższych dwóch latach czeka nas spowolnienie gospodarcze. Aby szybko wyjść z tych kłopotów, musimy pilnować finansów publicznych. Nie możemy zwiększać deficytu, bo to podważy naszą wiarygodność i pogłębi problemy. Tymczasem program PiS zakłada... zwiększenie wydatków budżetowych na finansowe wsparcie tych pomysłów. Politycy tej partii uważają, że jeżeli inne kraje zwiększają wydatki publiczne, to taka strategia pozwoli także nam walczyć z kryzysem.
Interwencje fiskalne mogą ograniczyć skutki kryzysu w krajach wysoko rozwiniętych, choć wcale nie muszą. Ale w gospodarkach znajdujących się na niskim poziomie rozwoju, w tym w Polsce, rozluźnienie dyscypliny budżetowej może z dużym prawdopodobieństwem przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Właśnie teraz Polska powinna dbać o dużą wiarygodność w oczach inwestorów zagranicznych, aby nie dopuścić do osłabienia złotego.
Nic, ale żeby współfinansować projekty zasilane przez Unię, rząd nie może dodatkowo zapożyczać się w bankach. Bo w ten sposób dojdzie do ograniczenia możliwości kredytowania samorządów i firm. Czyli zamiast stymulować gospodarkę, ograniczy się jej rozwój. Oprócz niezwiększania deficytu musimy usuwać wszelkie bariery, które hamują wykorzystanie środków z UE.
Dobry kierunek. I już realizowany przez obecną ekipę.
Nic nowego. Chcą tego wszystkie ugrupowania. Ale i tu ważne są szczegóły. Żeby były na to pieniądze, finanse państwa muszą być zdrowe. Inaczej się nie da.
Tak naprawdę jest nim to, czego w tym programie nie ma. Nie ma nic o dążeniu do szybkiego wejścia do strefy euro. A wszystkie wiarygodne analizy wskazują, że wprowadzenie euro przyspieszy tempo wzrostu polskiej gospodarki.
Przede wszystkim w niefortunnym pomyśle, żeby pracownicy mogli rezygnować z oszczędzania na emeryturę w OFE na rzecz ZUS i żeby pieniądze, które wpłyną dzięki temu do ZUS, bezpośrednio wykorzystywać na wsparcie inwestycji. Jeśli dziś wyda się te oszczędności, to za kilka lat polska emerytalna bomba z opóźnionym zapłonem po prostu eksploduje.
Przecież są inne ścieżki prywatyzacji niż tylko giełda. PiS, zdaje się, zapomniało o starej zasadzie, że tylko sprawny inwestor na progu ożywienia gospodarczego, do którego przecież kiedyś dojdzie, może spowodować, że sektor ten będzie mieć szanse konkurowania i szybszego niż obecnie rozwoju.