Dziennik Gazeta Prawana logo

Emancypacja Bliskiego Wschodu. Region gra tylko na swoje konto

17 lipca 2022, 18:24
[aktualizacja 17 lipca 2022, 18:31]
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Premier Izraela Ja'ir Lapid i prezydent Jicchak Herzog witają Joego Bidena.13 lipca 2022 r.
<p>Premier Izraela Ja'ir Lapid i prezydent Jicchak Herzog witają Joego Bidena.13 lipca 2022 r.</p>/EPA/PAP
Bliski Wschód nie będzie ani amerykański, ani rosyjski. Równie mało prawdopodobne, by miał kiedykolwiek stać się chiński. Już jest – a pewnie będzie coraz bardziej – swój własny.

Bliski Wschód – kolebka wielkich, starożytnych cywilizacji oraz pole konfliktów, które współkształtowały nasz dzisiejszy świat. I gigantyczna stacja benzynowa, przecięta jednym kluczowym (Kanał Sueski) i paroma pomniejszymi szlakami komunikacyjnymi, ważnymi dla globalnej gospodarki. A także generator problemów, których echa potrafią odbić się tysiące kilometrów dalej. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że stał się teraz przedmiotem rywalizacji USA (ewentualnie: całego Zachodu) i Rosji. To półprawda ocierająca się o bycie całą nieprawdą. Błąd wynika pewnie po części z nadmiernej skłonności do stosowania historycznych kalek – w tym przypadku analogii do dawnej rywalizacji pomiędzy USA a ZSRR. Po części zaś z przeceniania siły Federacji Rosyjskiej (nie mylmy bezczelności z realnym potencjałem) przy jednoczesnym niedocenianiu ambicji Chińskiej Republiki Ludowej. I wreszcie z niedostrzegania zmian, które w ostatnich dekadach zaszły na samym Bliskim Wschodzie. Na przykład bezprecedensowych inwestycji w nowe technologie, które mają zastąpić dotychczasowe źródło bogactwa – ropę – po zakończeniu ery paliw kopalnych. Ale także pojawienia się w regionie nowych aspiracji – bycia podmiotem, a nie przedmiotem polityki globalnej.

To nie znaczy, że reprezentujący mocarstwa zewnętrzne politycy nie mają czego na Bliskim Wschodzie szukać. Wręcz przeciwnie: warto tam jeździć, rozmawiać, handlować, czasami wojować, a w przerwach tkać misterną sieć wpływów i zależności. Sukces odniosą jednak ci, którzy zamiast szukać tam posłusznych wasali, postawią na relacje partnerskie z kluczowymi graczami regionalnymi. I którzy zdołają działać zgodnie ze starą, dobrą zasadą „divide et impera”. A jest kogo dzielić. I czym (współ)rządzić.

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj