Wykonany jest z aluminium i włókna węglowego. Dzięki silnikom elektrycznym może się unieść na wysokość 450 m. Jego rozmiary pozwalają na start sprzed domowego garażu. Wygląd sportowy. Bez trudu mogę sobie wyobrazić takie pojazdy pędzące między wysokimi budynkami miast, dokładnie tak, jak 60 lat temu wyobrażali to sobie twórcy kreskówki „Jetsonowie”. Szwedzki producent cudeńka, wprost nawiązując do animowanego klasyka, nazwał je Jetson ONE i sprzedaje po niemal 130 tys. dol. za sztukę. Dużo, ale wszystko zależy od skali zamówień. Im ich pojawi się ich więcej, tym zapewne pojazd będzie tańszy.
Czy latające auto w końcu trafi pod strzechy? Byłoby wspaniale, zwłaszcza że założycielem firmy jest Polak. Niestety, bliższe spojrzenie na osiągi Jetson ONE studzi entuzjazm. Prędkość ograniczona jest do 103 km/h, maksymalny czas lotu wynosi 20 minut, a to wszystko przy maksymalnej wadze pilota 95 kg. Jetson ONE to ciekawostka dla bogatych, a nie środek transportu, który zmieni świat. A to z kolei każe za Johnem Storrsem Hallem, amerykańskim specjalistą od nanotechnologii i popularyzatorem nauki, pytać: „Gdzie jest mój latający samochód?”.
Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.