Migranci na granicy Polski
W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach "wojny hybrydowej".
Wzmożony ruch migracyjny na granicy Polski od strony białoruskiej rozpoczął się pod koniec czerwca, a pierwsza duża grupa, 40 osób została zatrzymana na początku lipca. Od tego czasu do Polski dotarło ponad 900 osób.
Pytany, kto i jak to zorganizował przerzut migrantów na granicę Białorusi z państwami UE, Konończuk wskazał na dwa szlaki migracyjne: pierwszy przez Azję Centralną, Rosję i Białoruś, a drugi przez Bliski Wschód, który jest według niego "znacznie bardziej popularny", gdyż "większość migrantów, którzy w ostatnich miesiącach trafili na Litwę, to obywatele Iraku, państw Bliskiego Wschodu i afrykańskich". - stwierdził wiceszef OSW.
Ze śledztw niezależnych dziennikarzy białoruskich i litewskich, jeszcze sprzed kilku tygodni, wynika, że jeden migrant musi zapłacić od kilku do nawet kilkunastu tysięcy dolarów za bilet lotniczy i za obiecywane przez funkcjonariuszy reżimu białoruskiego "załatwienie dostawy" do kraju Unii Europejskiej.
Analityk zwrócił uwagę, że reżim białoruski "piecze dwie pieczenie na jednym ogniu", gdyż wywołał na razie "mini kryzys migracyjny" na swojej granicy z UE, a z drugiej strony "przedstawiciele reżimu zarabiają na tych kilku tysiącach migrantów, którzy już dostali się na Litwę, Łotwę czy do Polski".
Według niego, po stronie białoruskiej organizują to "z pewnością" funkcjonariusze KGB, a proceder koordynuje Wiktar Łukaszenka, syna prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki. - stwierdził Konończuk.
Zwrócił też uwagę, że w procederze chodzi o niebagatelne kwoty, bo przy założeniu, że 2 tys. migrantów zapłaciło im po 10 tys. dol., to po przemnożeniu daje to sumę 20 mln dol. Według niego, migrantów można uznać za ofiary oszustwa.
powiedział.
Powołał się na wciąż aktualizowane informacje od migrantów, którzy już są na Litwie. Okazuje się, że "przeciętnie, statystycznie" są to obywatele Iraku, a wśród nich najczęściej iraccy Kurdowie, ewentualnie Jazydzi, a więc - jak zaznaczył - "pochodzą z kraju bezpiecznego i nie są uchodźcami". zauważył.
Niewinne ofiary
Ekspert zwrócił uwagę, że zwerbowani tak migranci raczej nie wiedzą, że są wykorzystywani do prowadzenia wojny hybrydowej, gdyż obiecuje się im, że wszystko jest zgodne z prawem i zostaną legalnie dostarczeni do kraju unijnego. Potwierdzeniem tego ma być to, że dostają oficjalnie białoruską wizę, a początkowo mieszkają w hotelu w Mińsku. - podkreślił.
Wicedyrektor OSW ocenił, że najprawdopodobniej wojna hybrydowa na zachodnich granicach Unii będzie kontynuowana, gdyż mimo stosunkowo niewielkiej skali kryzysu migracyjnego, efekty polityczne wewnątrz UE są znaczne. - ocenił.
Pytany, czy na granicy z Białorusią możemy mieć do czynienia także z tzw. zielonymi ludzikami, czyli uzbrojonymi żołnierzami bez dystynkcji wojskowych, jak to było w 2014 r. na wschodzie Ukrainy, zaprzeczył. Według niego, jest to "obecnie skrajnie mało prawdopodobne". podkreślił.
- powiedział.
Pytany o optymistyczne i pesymistyczne scenariusze możliwego rozwoju sytuacji, Konończuk odpowiedział, że optymistyczne by było wygaszanie kryzysu migracyjnego poprzez m.in. skuteczne uszczelnianie granicy na Litwie, Łotwie i w Polsce.
Natomiast negatywny scenariusz wicedyrektor OSW wiązałby z ewentualnym pogorszeniem sytuacji w Afganistanie. - ocenił Konończuk.