Co ze szczepionką Johnson&Johnson?

Reklama

Perspektywa zmarnowania takiej ilości preparatu w sytuacji, gdy szczepionki są bardzo potrzebne w krajach rozwijających się wzmacnia presję na rząd federalny, by umożliwił dzielenie się zmagazynowanymi dawkami z innymi krajami - zauważa gazeta. Jednak według osób zajmujących się szczepieniami redystrybucja w kraju lub za granicę już dostarczonych do punktów szczepień dawek wiązałaby się z poważnymi problemami logistycznymi i prawnymi - dodaje dziennik.

Według danych Centrów Prewencji i Kontroli Chorób (CDC), podano zaledwie połowę z 21,4 mln dostarczonych do punktów szczepień dawek preparatu J&J. Dla porównania szczepionki Moderny i Pfizera/BioNTechu wykorzystano w 83 proc. Tak duże zapasy preparatu J&J wynikają po części z czasowego zawieszenia używania substancji w kwietniu spowodowanego oceną ryzyka rzadkich powikłań związanych z zakrzepami krwi.

Władze stanowe, które muszą sobie teraz poradzić ze zmagazynowanymi dawkami, oczekują wytycznych od rządu federalnego - pisze "WSJ". Na razie prowadzone są intensywne kampanie mające zachęcić do zastrzyku niezaszczepione jeszcze osoby. Lokalne systemy ochrony zdrowia starają się też wykorzystać szczepionki, przekazując je innym instytucjom, prywatnym gabinetom lekarskim i aptekom.

Szczepionkę J&J po wysłaniu jej z centralnych magazynów można przechowywać w lodówce przez trzy miesiące. Rzecznik prasowy firmy przekazał, że trwają badania, czy ten termin da się bezpiecznie wydłużyć. Szczepionka może nadal działać i być bezpieczna, ale nie wolno jej używać po upływie terminu ważności, który został zatwierdzony przez Agencję Żywności i Leków (FDA).