- Rok 2010 będzie rokiem trudnym i rozstrzygającym. Trzeba, aby Grecy wybrali rząd, który będzie zdolny wyprowadzić kraj z tego kryzysu – powiedział 2 września 2009 roku ówczesny premier Grecji Kostas Karamanlis w telewizyjnym orędziu do narodu, zapowiadając przedterminowe wybory.

Nie sposób stwierdzić, czy Karamanlis pod słowem "trudny" rzeczywiście rozumiał to, co naprawdę Greków czekało. Sytuacja w tamtym momencie okazała się bowiem tylko prologiem. W kolejnych miesiącach informacje o stanie greckiej gospodarki były coraz bardziej niepokojące, a wszelkie rządowe prognozy ekonomiczne zdecydowanie zbyt optymistyczne. Kraj wpadł w recesję, która na społeczeństwie odcisnęła olbrzymie piętno.

Na głębokie reformy w Grecji złożyło się m.in. podnoszenie podatków i cięcie pensji w sektorze budżetowym oraz świadczeń społecznych. Wysokość greckich emerytur obniżano ponad dziesięć razy. W szczytowym okresie bezrobocie przekroczyło 27 proc.

Przez kraj przetaczały się burzliwe protesty, a na popularności zyskiwały skrajne ugrupowania, w tym skrajie nacjonalistyczny Złoty Świt. W wyborach w latach 2012-15 uzyskiwał około siedmioprocentowy wynik i wprowadzał do parlamentu od 18 do 21 deputowanych. Należący do partii Jorgos Rupiakas jest oskarżony o zamordowanie w 2013 roku walczącego z rasizmem rapera Pawlosa Fyssasa. W przypadku kilkudziesięciu innych członków Złotego Świtu trwa proces w sprawie przynależności do zorganizowanej grupy przestępczej.

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy od 2010 do 2018 roku PKB według parytetu siły nabywczej na mieszkańca Grecji wzrósł symbolicznie - z 28 955 dolarów do 29 123. W przypadku Polski wskaźnik ten w tym samym czasie poprawił się o ponad 50 proc. - z 21 079 do 31 939 dolarów.

Poza zadbaną i przyciągającą turystów okolicą Akropolu, redukcję wydatków publicznych widać w Atenach niemal na każdym kroku. Policja porusza się nieprodukowanymi od 14 lat Citroenami Xsara. Na jezdniach farba, którą wymalowano pasy i przejścia dla pieszych dawno się wytarła. Wiele jest zrujnowanych i opuszczonych obiektów.

- Większości z nich nie da się po prostu wyburzyć. Mają status zabytków i w grę wchodzi jedynie kosztowna renowacja. Ale sytuacja powoli się poprawia. Przez lata w Atenach nie wzniesiono żadnego nowego budynku, teraz znów widać ciężki sprzęt - powiedział PAP Tassos Cikonturis, który w trakcie kryzysu pracę w agencji nieruchomości zamienił na branżę turystyczną i m.in. oprowadza żądnych kulinarnych wrażeń przyjezdnych.

Według Reutera od 2008 do końca 2017 roku ceny mieszkań w Grecji spadły o ponad 40 proc. Trend ten w końcu jednak odwrócił się, szczególnie w stolicy, gdzie w drugim kwartale tego roku podrożały rok do roku o 11,1 proc.

- Ludzie wreszcie przestają się bać o swoją przyszłość. Mają wrażenie, że gorzej już nie będzie i zaczynają kupować mieszkania, choćby po to, aby je potem wynajmować turystom. W ubiegłym roku przyjechało ich aż 33 mln, co jest rekordem. Swoje dokłada także program złotych wiz - ocenił Cikonturis.

Szukający dodatkowych dochodów rząd wprowadził możliwość zdobycia prawa pobytu w Grecji przez osoby spoza UE, jeśli zakupią nieruchomość o wartości minimum 250 tys. euro.

- Kiedy wprowadzono te przepisy, z niedowierzania aż łapałem się za głowę, bo kupcy w żaden sposób nie są sprawdzani. Wizę mogą zdobyć w ten sposób ludzie z kryminalną przeszłością z azjatyckiej mafii czy kolumbijskiego kartelu narkotykowego. Najwięcej chętnych jest z Chin. Są wyspecjalizowane agencje, które tylko ich obsługują - dodał.

W sierpniu 2018 roku zakończył się program pomocowy, w ramach którego przez osiem lat Grecja dostała ponad 280 mld euro kredytów. Kraj wciąż zmaga się z największym w UE długiem publicznym, który sięga 180 proc. PKB, a bezrobocie wynosi blisko 20 procent. Lipcowe wybory dały jednak nadzieję na stabilizację. Wygrała je Nowa Demokracja, która uzyskała samodzielną większość w 300-osobowym parlamencie. Poprzednio jedna partia była w stanie sformować rząd 12 lat temu. Złoty Świt natomiast nie przekroczył trzyprocentowego progu wyborczego.

- Nie jestem przesadnym optymistą, bo chciałbym zobaczyć w polityce nowe twarze. Niemniej kryzys przestaje być najważniejszą kwestią. Mamy mnóstwo problemów, którymi trzeba się zająć. Nie radzimy sobie odpowiednio dobrze z napływającymi imigrantami, a ubiegłoroczne pożary, w których zginęło ponad 100 osób obnażyły chaos w funkcjonowaniu służb. To było absolutnie przerażające - podkreślił Cikonturis.

Premierem został Kyriakos Micotakis, syn Konstantinosa, który funkcję tę pełnił w latach 1990-93. Wykształcony na Harvardzie i Stanfordzie 51-latek do parlamentu po raz pierwszy dostał się w 2004 roku. Nie trzeba go długo słuchać, aby dostrzec, że również jego zdaniem kraj jest w zupełnie innym miejscu niż 10 lat temu.

- Grecja nie jest już czarną owcą Europy. Jest państwem pewnym siebie - powiedział na początku września. zapowiadając obniżki podatków i nowe inwestycje.