Gróbarczyk przypomniał, że Polska od 2015 r. domaga się wprowadzenia radykalnego obniżenia kwot połowowych dorsza w Morzu Bałtyckim, wskazując na fatalną strukturę ilościową i jakościową tego gatunku. Zdaniem resortu, podnoszenie kwot połowowych gatunków pelagicznych, m.in. śledzia i szprota, potęguje problem, doprowadzając do załamania łańcucha pokarmowego dorsza.
- powiedział.
Minister poinformował, że Gróbarczyk ocenił, że spóźniona reakcja KE wskazuje na jej krótkowzroczność. Dodał, że również zachowanie Szwecji było - mówił.
Minister zwrócił uwagę, że kwoty połowowe na dorsza bałtyckiego malały, by chronić stada tej ryby. Jednocześnie rosły kwoty na połów innych ryb - bazy pokarmowej dorszy. - podkreślił.
Szef resortu gospodarki morskiej dodał, że choć "na razie" połowy dorsza ze stada wschodniego mają być wstrzymane na pół roku, to Polska chce, by program odnowy - dodał.
29 maja ICES zaleciła znaczne redukcje połowów dorszy i śledzi w Bałtyku. Zalecenia nie są wiążące, ale stanowią podstawę naukową określenia kwot połowowych przez Radę Europejską, co ma nastąpić w październiku. Na rok 2020 ICES rekomenduje, m.in. wstrzymanie połowów dorszy na obszarze na wschód od Bornholmu i zmniejszenie o połowę kwoty połowowej tych ryb w zachodniej części Bałtyku. Eksperci ICES zalecają też wstrzymanie w przyszłym roku połowów śledzi w zachodniej części Bałtyku.
Sytuacja dorszy w Bałtyku od lat budzi niepokój. Organizacje ekologiczne już wcześniej domagały się całkowitego zaprzestania połowów tych ryb we wschodniej części Morza Bałtyckiego, a teraz rekomenduje to także ICES.