Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że wartość zadłużenia firm i gospodarstw domowych z tytułu kredytów bankowych we wrześniu przekroczyła już 890 mld zł. Najszybciej rosła w przypadku dużych przedsiębiorstw - w stosunku do końca ubiegłego roku o ponad 20 mld zł. Kwota kredytów konsumpcyjnych zwiększyła się w tym czasie o 5 mld zł, a hipotecznych udzielonych w złotych - o 18 mld zł. Statystyki Bankowego Funduszu Gwarancyjnego pokazują, iż tegoroczna dynamika wolumenów kredytowych jest najwyższa od trzech lat.

Zdaniem specjalistów nie ma jednego czynnika, który decyduje o tym, dlaczego zaczęliśmy zadłużać się tak szybko. W przypadku kredytów konsumpcyjnych wpływ mają poprawiające się wskaźniki makroekonomiczne, takie jak wzrost wynagrodzeń i spadek bezrobocia. No i przyczynia się do tego agresywna kampania reklamowa banków -  zaznacza dr Tomasz Bursa, zarządzający w Opti TFI. Michał Konarski, analityk mDomu Maklerskiego, tłumaczy, że jako iż spadają stopy procentowe, banki położyły nacisk na sprzedaż pożyczek gotówkowych czy ratalnych, charakteryzujących się wysoką marżą. Z tego samego powodu w najbliższych miesiącach można oczekiwać, że banki wzmocnią jeszcze starania zmierzające do udzielenia jak największej liczby kredytów gotówkowych. Ostatnia obniżka stóp i spodziewana kolejna spowodują ponowny spadek marż, co skłoni banki do zrekompensowania sobie tego większym wolumenem sprzedaży - uważa Konarski.

Ale banki nie będą mogły zwiększać zadłużenia klientów z tego tytułu w nieskończoność. Zwłaszcza że nasycenie rynku tymi produktami jest już bardzo duże. Dlatego w przyszłym roku więcej instytucji finansowych zacznie się mocniej koncentrować na hipotekach. Na razie w segmencie kredytów mieszkaniowych mamy odreagowanie - po najgorszym roku od wybuchu kryzysu finansowego. W 2013 r. banki udzieliły kredytów hipotecznych o wartości zaledwie 36,5 mld zł. Dla porównania w 2011 r. było to ponad 49 mld zł. Teraz szacuje się, że w całym bieżącym roku popyt na produkty hipoteczne będzie wyższy o kilka procent niż w ubiegłym. Sprzyjają temu również niskie ceny nieruchomości.

Natomiast o wzroście wartości kredytów dla przedsiębiorstw decydować ma głównie ożywienie w eksporcie i handlu. To powoduje zwiększenie zapotrzebowania na finansowanie obrotowe. Na razie nie widzę za to presji na wzrost inwestycji. Rezerwa mocy produkcyjnych jest na tyle duża, że przedsiębiorstwa przez najbliższe miesiące nie będą myśleć o ich zwiększaniu  uważa dr Bursa. Choć z drugiej strony Iza Rokicka, analityk sektora finansowego z Ipopema Securities, podkreśla, że np. w przypadku korporacji wzrost zadłużenia częściowo jest wywołany perturbacjami na rynku walutowym. Gdyby zmiany wolumenu kredytów skorygować o zmianę wartości złotego względem innych walut, nie są już one tak dynamiczne - wyjaśnia Rokicka.

Tymczasem, jak wynika z przewidywań co do sytuacji na rynku kredytowym w IV kwartale, opublikowanych wczoraj przez NBP, banki spodziewają się dalszego wzrostu zainteresowania kredytami ze strony klientów indywidualnych oraz firm. W przypadku zobowiązań hipotecznych wzrost ma być związany z podniesieniem od 1 stycznia przyszłego roku minimalnego wkładu własnego – z 5 do 10 proc. Z tego powodu część klientów przyspieszy decyzję o podpisaniu umowy. Wzrost w przypadku produktów konsumpcyjnych i dla przedsiębiorstw wynikać ma ze złagodzenia polityki kredytowej instytucji finansowych.

Stopy spadają, oprocentowanie także

Podczas posiedzenia w październiku Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopę lombardową z 4 do 3 proc. Dla banków miało to podstawowe znaczenie, bo w oparciu o tę stopę wyliczany jest tak zwany limit maksymalnego oprocentowania, stanowiący jej czterokrotność. A właśnie kredyty w kartach oraz sporo gotówkowych oprocentowane są na maksymalnym dopuszczalnym przez prawo poziomie. Decyzja RPP oznaczała, że ich oprocentowanie musiało spaść z 16 do 12 proc.

Nie wszyscy klienci oszczędzili na obniżce stóp. Ci, którzy spłacają zadłużenie o oprocentowaniu stałym, niższym niż 12 proc., decyzji RPP w ogóle nie odczuli. Ale ci mający kredyty oparte na oprocentowaniu zmiennym spadek stóp zauważyli już wcześniej. Z reguły umowy te mają stawki oparte na stałej marży banku oraz Wibor, stopie procentowej obowiązującej na rynku międzybankowym. Jeżeli inwestorzy spodziewają się spadku stóp, Wibor zaczyna spadać już kilka miesięcy przed decyzją RPP. Gdy spodziewana jest podwyżka – Wibor zaczyna się piąć. Klienci w swoich umowach mają zapisane, jak mocno stopa międzybankowa musi się zmienić, by znalazło to odzwierciedlenie w harmonogramie spłat pożyczek.

Dzisiaj RPP rozpoczyna kolejne posiedzenie i może podjąć decyzję o następnych obniżkach. Analitycy spodziewają się, że stopy mogą zostać obniżone o 25 do 50 pkt bazowych. Jeśli tak, stopa lombardowa mogłaby wynosić od 2,5 do 2,75 proc., a limit na maksymalne oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych wynosiłby 10–11 proc. Obniżeniu musiałoby ulec oprocentowanie wszystkich kredytów przekraczające czterokrotność stopy lombardowej. Decyzja rady ma zostać ogłoszona w środę.

ZOBACZ TAKŻE: Renta w zamian za mieszkanie? KNF krytykuje plan rządu>>>