Spółdzielcy, którzy mieli nieszczęście kupić mieszkanie, na budowę którego zaciągnięto kredyt między 1 stycznia 1990 roku a 31 maja 1992 roku, rwą sobie włosy z głów. Bo okazuje się, że choć jest ustawa pozwalająca na tani wykup mieszkań na własność, to i tak muszą zapłacić za nie krocie - pisze "Gazeta Prawna".

Chodzi o to, że podczas gdy budowały się ich domy, w Polsce szalała inflacja. Oprocentowania zaciąganych przez spółdzielnie kredytów sięgają nawet 90 procent! To oznacza, że ich wartość jest kilkakrotnie wyższa niż koszt budowy. A kredyt trzeba spłacić przy wykupie.

I tak okazuje się, że zamiast paru złotych lokatorzy takich pechowych domów musieliby wyłożyć na przekształcenie mieszkań we własnościowe po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Uratować od tego może ich jedynie ustawa, która umorzyłaby choć część odsetek.

Państwo musiałoby dołożyć spółdzielcom ok. 2 mld zł i zrezygnować z 7 mld zł odsetek, jakie narosły od tych kredytów. Na razie jednak na zmianę prawa się nie zanosi.