Budżet nie budzi entuzjazmu ekonomistów. Nie jest w niczym lepszy od tegorocznego – twierdzą. A powinien, bo mamy koniunkturę gospodarczą, a to najlepszy czas na reformowanie systemu finansów państwa - pisze DZIENNIK.
DZIENNIK zapytał ośmiu znanych ekonomistów o to, jak oceniają najważniejsze elementy budżetu. Najgorszą notę wystawili za wdrażanie zapowiadanej przez Zytę
Gilowską reformy finansów państwa. "Reforma pozostała na papierze. Przyszłoroczny budżet nie jest nawet małym krokiem w tym kierunku" - mówi Ryszard Petru, główny
ekonomista Banku BPH.
Równie surowy jest Rafał Banecki, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego. "Na razie koniunktura gospodarcza jest dobra, pieniędzy w budżecie nie brakuje, więc brak reformy nie grozi negatywnymi konsekwencjami. Ale wysoki wzrost gospodarczy kiedyś się skończy, a wtedy przeprowadzanie zmian w finansach państwa będzie znacznie trudniejsze" - twierdzi Banecki.
Tymczasem wydatki budżetu rosną. Ogromny, sześciomiliardowy zastrzyk finansowy dostaną choćby rolnicy. Znaczne pieniądze trafią też do policjantów, na służbę zdrowia; o ponad miliard złotych zwiększy się nasza składka do Unii Europejskiej.
Ekonomistom nie podoba się również konstrukcja budżetu, która może doprowadzić do wzrostu zadłużenia państwa. "Co z tego, że mamy kotwicę budżetową w wysokości 30 mld zł, skoro państwo tak naprawdę będzie musiało pożyczyć znacznie więcej pieniędzy. Czekają nas więc kolejne emisje obligacji" - podkreśla Ryszard Petru. Jego zdaniem, nic nie dadzą próby Ministerstwa Finansów, które stara się tak sterować długiem, żeby rósł jak najwolniej. Zadłużenie wzrośnie w przyszłym roku o blisko 50 mld zł. Za te pieniądze można by wybudować 2,5 tysiąca kilometrów autostrad.
Równie surowy jest Rafał Banecki, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego. "Na razie koniunktura gospodarcza jest dobra, pieniędzy w budżecie nie brakuje, więc brak reformy nie grozi negatywnymi konsekwencjami. Ale wysoki wzrost gospodarczy kiedyś się skończy, a wtedy przeprowadzanie zmian w finansach państwa będzie znacznie trudniejsze" - twierdzi Banecki.
Tymczasem wydatki budżetu rosną. Ogromny, sześciomiliardowy zastrzyk finansowy dostaną choćby rolnicy. Znaczne pieniądze trafią też do policjantów, na służbę zdrowia; o ponad miliard złotych zwiększy się nasza składka do Unii Europejskiej.
Ekonomistom nie podoba się również konstrukcja budżetu, która może doprowadzić do wzrostu zadłużenia państwa. "Co z tego, że mamy kotwicę budżetową w wysokości 30 mld zł, skoro państwo tak naprawdę będzie musiało pożyczyć znacznie więcej pieniędzy. Czekają nas więc kolejne emisje obligacji" - podkreśla Ryszard Petru. Jego zdaniem, nic nie dadzą próby Ministerstwa Finansów, które stara się tak sterować długiem, żeby rósł jak najwolniej. Zadłużenie wzrośnie w przyszłym roku o blisko 50 mld zł. Za te pieniądze można by wybudować 2,5 tysiąca kilometrów autostrad.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|