Przez 11 dni w Rosji nie pracowały urzędy, większość firm, nie wydawano gazet. Skąd tak długie wakacje? Zgodnie z prawem dni od 1 do 5 stycznia są ustawowo wolne. Jeśli jednak dzień wolny przypada na sobotę lub niedzielę, pracownicy nie przychodzą do pracy w najbliższy dzień roboczy. Do tego w międzyczasie Rosjanie obchodzili Boże Narodzenie, zaś ferie ostatecznie zakończyły się weekendem 9 – 10 stycznia.
Dla Rosjan zimowe wakacje to czas odpoczynku i sowicie zakrapianych alkoholem przyjęć, podczas których wypito ćwierć miliarda butelek wódki. Styczniowe wolne stało się już ogólnonarodową tradycją. Jednak nie wszyscy eksperci patrzą z zachwytem na zamarły w bezruchu kraj. – Jeśli przy okazji strajku pracownicy wstrzymują produkcję przez dwa dni, wszyscy krzyczą o wielkich stratach. Tymczasem tutaj mamy do czynienia ze wstrzymaniem pracy na prawie pół miesiąca – tłumaczył magazynowi Kommiersant-Dieńgi Władisław Koroczkin z firmy Russkij Ogorod.
Drugi oddech łapie w tym czasie jedynie sektor turystyczny. – Pensjonaty średniej klasy poza miastem niemal 25 proc. rocznego zysku wypracowują właśnie podczas zimowych wakacji – mówił Dieńgom Siergiej Szpilko z Rosyjskiego Związku Przemysłu Turystycznego.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
