Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd chce zasypać firmy pieniędzmi. Władza szykuje się na dłuższy lockdown

7 kwietnia 2020, 06:42
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Mateusz Morawiecki
<p>Mateusz Morawiecki</p>/Shutterstock
Tarcza antykryzysowa od razu po wejściu w życie jest nowelizowana i uzupełniana o kolejne przepisy. Na tym jednak nie koniec działań antykryzysowych. Z ustaleń DGP wynika, że trwają prace nad kolejnym rozwiązaniem – dostarczeniem powszechnej płynności firmom niezależnie od skali prowadzonego biznesu.

– mówi nasz informator z kręgów rządowych.

Nad szczegółami nowego instrumentu wciąż trwają prace, ale ogłoszenie pomysłu możliwe jest jeszcze w tym tygodniu. Małe i średnie podmioty mogłyby liczyć np. na preferencyjne kredyty, być może nawet nieoprocentowane. Potem część takiej pożyczki mogłaby zostać umorzona, a reszta rozłożona na raty – ale to zależnie od tego, jak firma wyszła z kryzysu.

W przypadku dużych przedsiębiorstw wsparcie odbywałoby się za pomocą instrumentów inwestycyjnych.

W pomoc finansową miałyby się zaangażować jedna z państwowych instytucji i Narodowy Bank Polski. Kluczowe jest jednak wypracowanie takiego mechanizmu, który pozwoli na wzrost długu publicznego, ale nie naruszy unijnych przepisów i mandatu banku centralnego. Być może rozwiązaniem mogłaby być sprzedaż obligacji z gwarancją.

Rząd chce zasypać firmy pieniędzmi

Nowe rozwiązanie płynnościowe ma być warte dziesiątki miliardów złotych. Finansowanie zapewnią jedna z państwowych instytucji i bank centralny

Rządzący szykują się, że stan epidemii potrwa dłużej. To zaś oznacza, że także zamrożenie wielu sektorów gospodarki zostanie utrzymane. Sugerował to wczoraj premier Mateusz Morawiecki, wskazując, że szczyt zachorowań na koronawirusa może przyjść później niż oczekiwano – w maju lub czerwcu. Dlatego zmienić muszą się instrumenty pomocowe dla firm i pracowników.

mówi nasz rozmówca z rządu.

W radiu RMF FM rozszerzenie w tym tygodniu tarczy o rozwiązania dotyczące płynności przedsiębiorstw zapowiedział szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. Gotowość do podejmowania kolejnych działań wyraził także jeden ze współautorów rządowego pakietu – prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys. W wywiadzie dla portalu Interia powiedział, że pierwszy etap kryzysu mamy za sobą, a teraz kluczowe jest zabezpieczenie sektora przedsiębiorstw i miejsc pracy w trakcie "lockdown”, czyli zamrożenia aktywności gospodarczej.

DGP udało się ustalić, w jakim kierunku ma pójść wsparcie. Chodzi o dostarczenie płynności niezależnie od wielkości firmy. Pomoc byłaby na preferencyjnych warunkach finansowych, ale przedsiębiorcy musieliby kontynuować działalność i nie zwalniać pracowników.

mówi nasz informator.

Skąd finansowanie nowego rozwiązania? Na razie nikt nie chce rozmawiać o szczegółach. Z naszych ustaleń wynika, że będzie pochodziło ze współpracy jednej z państwowych instytucji i Narodowego Banku Polskiego. Źródłem finansowania mają być obligacje, ale ich emitentem nie będzie Skarb Państwa, tak aby pomoc nie była ograniczana limitami zadłużenia. Papiery będzie zaś mógł skupować albo dostarczać środków na ich zakup bank centralny. Obecnie robi to w przypadku obligacji skarbowych, które kupuje na rynku wtórnym i ten sposób zabezpiecza finansowanie potrzeb pożyczkowych. Te zaś będą coraz większe, bo w budżecie państwa pojawi się deficyt. Z jednej strony w kwietniu i maju mocno siądą dochody podatkowe, a z drugiej urosną wydatki związane z pakietami antykryzysowymi.

mówi nasz rozmówca.

Pomysł czeka jeszcze na akceptację polityczną kierownictwa PiS. Rozwiązanie mogłoby być pomocne przy przedłużającym się zamrożeniu gospodarki i pozwoliłoby zdjąć pokusę przedwczesnego wycofywania się z nałożonych przez rząd restrykcji.

– mówi nasz rozmówca.

Kolejny informator z rządu wskazuje, że szeroki pakiet płynnościowy, który obejmie firmy od małych po duże, mógłby wejść w życie pod koniec kwietnia lub na początku maja.

Nasi rozmówcy powtarzają, że rozwiązanie nie może powodować gwałtownego wzrostu długu publicznego, nie tylko ze względu na konstytucyjne ograniczenie, ale także rynki finansowe. Zbyt duża skala emisji obligacji – a dzisiaj rząd myśli o tym, że musi pożyczyć w tym roku co najmniej 100 mld zł – może się odbić na wzroście ich rentowności, a tym samym koszty obsługi długu by się zwiększyły.

Na koniec 2019 r. państwowy dług publiczny (jest niższy niż ten liczony według unijnej metodologii) wyniósł 43,8 proc. PKB. To znaczy, że do konstytucyjnego limitu 60 proc. jeszcze długa droga. Teoretycznie to ponad 300 mld zł, co nie oznacza, że na tego typu wydatki może sobie pozwolić rząd. Obecny kryzys bowiem mocno uderzy w dochody, których ubytek też trzeba będzie pokryć, zadłużając się, a dodatkowo recesja spowoduje, że skurczy się też PKB. Dlatego przestrzeżeń do powiększenia długu jest znacznie mniejsza, niż wynikałoby z prostego rachunku. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj